O panu Dobie usłyszałam pierwszy raz w 2014 roku. W momencie, gdy kończył swoją drugą podróż kajakiem przez Atlantyk, nasz znajomy wysyłał wszystkim maile z informacją o tym najodważniejszym kajakarzu świata. “Jakiś szaleniec” pomyślałam.

Traf chciał, że “ten szaleniec” był gościem tegorocznych 20. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. W dodatku spotkanie z nim odbywało się w jedynym dniu mojej wizyty na targach. Nie mogłam na nie nie iść.

W dniu targów zakupiłam książkę “Na oceanie nie ma ciszy“, nad którą zastanawiałam się już od jakiegoś czasu; przejrzałam pobieżnie, przeczytałam kilka fragmentów i poszłam na spotkanie z panem Olkiem.

A na spotkaniu? Na spotkaniu przepadłam i cały czas myślałam sobie “Kurcze, co za charyzma. Też chcę mieć tyle wigoru w wieku 70 lat. Ile energii!”. Na sam koniec podeszłam do pana Olka, pogadaliśmy chwilę i poprosiłam o autograf. I ogromnie się cieszę, że poznałam tego zwykłego/niezwykłego człowieka.

013-1

“Na oceanie nie ma ciszy” to zapis wspomnień Aleksandra Doby z jego licznych podróży kajakiem. Zostały one zebrane w całość przez Dominika Szczepańskiego i chwała mu za to. Na okładce jest napisane, że to biografia, ale ja się skłonię ku literaturze faktu i wspomnieniom, niż typowym biografiom, które zwykłam czytać.

Pan Olek wspomina jak to wszystko się zaczęło. Opowiada jak, kiedy i od kogo uczył się pływać kajakiem; jak zdobywał pierwsze miejsca (sam i z synami) na górskich spływach kajakowych; jak wyglądała jego podróż do Narwiku, dookoła Bajkału oraz dwa razy przez Atlantyk.
Historie te są niby spokojne, pisane w pierwszej osobie, prostym językiem, ale przekaz jaki dociera do czytelnika wyzwala coraz to silniejsze emocje. A niekiedy i przyprawia o gęsią skórkę.

Pan Aleksander pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zwykły mieszkaniec Polic, inżynier mechanik, może stać się Podróżnikiem Roku National Geographic, o którym mówi cały świat. To, co go charakteryzuje to siła, odwaga, chęć osiągnięcia zaplanowanych celów ale i rozwaga, pokora i szacunek.

Dowiadujemy się jak pan Doba wpadł na pomysł przepłynięcia oceanu kajakiem, kto pomógł mu taki kajak stworzyć i w końcu jak wyglądały przygotowania do wyprawy. Ile wziął ze sobą jedzenia, baterii AA i ubrań. Jak rozprawił się z rekinem i jak walczył z przeciwnościami losu i gorszymi warunkami pogodowymi. Zaczynamy rozumieć, że taka wyprawa to nie widzimisię staruszka i łup szczęścia. To lata przygotowań, pasja, energia, duże doświadczenie i ciężka praca.

 

“Zawsze zalecam ludziom, żeby nie bali się marzyć. Część marzeń zamieniali w plany, a potem je konsekwentnie realizowali. Dobrze się przygotowując. Jeśli mamy ambitny plan, to trzeba włożyć wysiłek. Możemy wprawdzie liczyć na szczęście, jak w totolotku. Ale w życiu trzeba się napocić.”

 

Nie wiem jak Wy, ale słuchając opowieści o odległych lądach budzi się we mnie irracjonalność małego dziecka i zaczynam zadawać sobie pytania: “ciekawe jak tam jest”, “ciekawe jak wygląda tam świat”; “czy słońce świeci tak samo”.
I dzięki tej książce dostałam odpowiedź na każde moje dziecięce pytanie. Ocean nie jest cichy, jest pełen tajemnic, słońce świeci tam tak samo (tylko trochę mocniej), woda jest do przesady słona. Czasem przepłynie jakiś statek 100 razy większy od kajaka, baraszkujące delfiny lub żółwie. Ciszy tam jak na lekarstwo.

 

Pan Olek pokazuje nam, że wszystko siedzi w głowie. To czy się boimy czy ryzykujemy zależy od nas samych. Człowiek lubiący kontakt z innymi ludźmi jest w stanie wypłynąć sam w podróż. I to wcale nie znaczy, że jest typem samotnika. Po prostu – spełnia swoje marzenia, a nie siedzi i marzy.
Ten, kto woli siedzieć na kanapie nigdy nie wybierze się w taką podróż. A ten, kto lubi odkrywać nowe rzeczy nie będzie w stanie usiedzieć w jednym miejscu. A wiek? Tak naprawę wiek to tylko metryczka, cyferki mniejszy lub większe, które ograniczają nas i naszej marzenia.

 

“Czym jest dla mnie starość? Widzę ją, jak obserwuję ludzi, którzy chodzą o lasce, i kiedy słyszę, że są obłożnie chorzy. Ale myślę, że starość u wielu ludzi jest mentalna. Rozmawiałem z młodszymi ode mnie, którzy mówili jak staruszkowie.”

 

Odwaga, wewnętrzna młodość i otwartość umysłu to cechy, które charakteryzują pana Olka. To, jak przeżyjemy swoje życie zależy od nas samych. Uświadamia nam to nie kto inny, jak ten oto inżynier z Polic. Zwykły człowiek, władca kajaka, mistrz selfie. I wiecie co? Mało jest ludzi, których znam osobiście i których cenię za odwagę i chart ducha – ale Pan Olek jest jednym z nich.

Dzięki osobistej dedykacji, książka “Na oceanie nie ma ciszy” zostanie ze mną na zawsze. I dobrze, bo oprócz tego, że jest ona niezłym motywatorem, to pokazuje jak silną człowiek ma wolę i że jeśli bardzo chce, to uda mu się spełnić wszystkie marzenia. I ja też mam zamiar zrobić wszystko, aby spełnić moje.

 

 

Zainteresowałam Cię tą książką? Możesz kupić ją tutaj