Za każdym razem gdy przyjeżdżam do Warszawy, gdy wychodzę z Dworca Centralnego, moje oczy kierują się ku niemu. Ogromnemu i górującemu nad stolicą Pałacowi Kultury i Nauki. Nie mogę odwrócić od niego wzroku. Kusi mnie i przyciąga. Zachwyca wielkością i powoduje, że zastanawiam się nad powracającym pytaniem: “jaki on jest? piękny czy brzydki?”, “co w nim jest takiego, że mi się podoba?”. Za każdym razem odpowiedź brzmi: “nie wiem”. I taka jest prawda. Nie wiem. Może to pozostałości po wspomnieniach z lat 90. kiedy PKiN był dla mnie symbolem Warszawy, a więc i lepszego, ładniejszego życia. Może to słowo “pałac” ma taką moc.

 

Pałac Kultury i Nauki to niechciany prezent podarowany przez przyjaciela zza wschodniej granicy. Myślę, że w obecnych czasach wrósł w naszą kulturę i zrósł się z panoramą stolicy na tyle, że coraz mniej osób darzy go niechęcią i marzy o jego zburzeniu. Aczkolwiek kiedyś było inaczej. Wiem to i jestem w stanie to zrozumieć. Symbol epoki socrealizmu, który przyniósł więcej złego niż dobrego (i socrealizm, i sam symbol). Jak powstawał? Kto go budował? Jak to wszystko kiedyś wyglądało? Jakie znaczenie ma dla nas Polaków? Co w nim i z nim działo się na przełomie lat? A jak wygląda teraz?

 

 

Gdy w ręce wpadła mi książka Wydawnictwa Czarne pod tytułem “Jako dowód i wyraz przyjaźni. Reportaże o Pałacu Kultury” pod redakcją Magdaleny Budzińskiej i Moniki Sznajderman wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Czułam, że to jest to. Że tego mi właśnie brakuje. Że ta pozycja odpowie na moje pytania.

 

PKiN to najbardziej znany budynek w Polsce. Miliony ludzi przechodzą koło niego codziennie. Tysiące przyzwyczaiły się do jego istnienia. Ale czy istnieje chociaż jedna osoba, która zastanawia się co było przed nim? Jak wyglądała Warszawa bez pałacu? No właśnie! Ja też nigdy nie wpadłam na to, że przecież przed nim musiało być tam coś innego. Musiało być życie. Musiało i było. Były ulice Wielka, Zielna, Pańska, Śliska, Sienna, Złota i Chmielna. Część z nich ocalono. O większości zapomniano na zawsze. Były piękne kamienice, podrzędne jadłodajnie i lokalne kawiarnie. Teraz jest już tylko Pałac.

 

Pałac Kultury i Nauki został oddany do użytku w lipcu 1955 roku. Był i nadal jest najwyższym budynkiem w Polsce (237 metrów). Wygląda tak niepozornie, a wewnątrz mieści 3288 sal i 20 tysięcy żyrandoli. Na jego budowę zużyto 40 milionów cegieł i 500 kilometrów przewodów wentylacyjnych i wodociągowych. W jego budowie uczestniczyło tysiące rosyjskich i polskich budowniczych, w tym także kobiety. I pomyśleć, że zamiast niego mogło powstać metro lub osiedle mieszkaniowe. Powstał Pałac.

 

 

Symbol i wizytówka stolicy, centrum Warszawy, prezent-pamiątka i wróg. Kino, teatr, basen, muzea, biura, szkoła i najważniejsza w kraju Sala Kongresowa. To tu rozgrywała się historia, to tu tysiące mieszkańców kształciło się i rozwijało, to tu grały światowe gwiazdy. W końcu nazwa zobowiązuje – Pałac Kultury i Nauki ma uczyć i uwrażliwiać na sztukę.

PeKiN to tysiące różnych sal, z których każda jest inna. Podobno “jeśliby urodziło się dziecko i nie opuszczając Pałacu, co noc spałoby w jednym pokoju, opuściłoby gmach w wieku dwudziestu dwóch lat”. Cudowne żyrandole, zegar milenijny, taras widokowy, pomniki, które zaginęły i sokoły wędrowne, które na Pałacu mają swoje gniazda. Tak, one też wpisują się w jego portret.

 

 

“Jako dowód i wyraz przyjaźni” to zbiór 36 reportaży o Pałacu Kultury i Nauki. Jedne niezwykle interesujące, inne nużące. Z tych napisanych w latach 50-60 aż kipi ton propagandy. Teksty bardziej współczesne przyciągają za to opowieściami o szczegółach i szczególikach. I o osobach, które są duszą tego kolosa – to windziarki, szatniarki i pani kronikarka. Opowiadają one jak wygląda ich praca, przytaczają ciekawie i niekiedy zabawne anegdoty oraz odpowiadają na pytanie, czy wyobrażają sobie pracować gdzie indziej.
Początek książki jest przydługawy i (co tu dużo mówić) nudzi, ale po przebrnięciu przez wstęp i pierwsze reportaże z lat 50., lektura zaczyna wciągać. Mnie wciągnęła na dobre, a historie opowiedziane przez ludzi, którzy musieli lub, po prostu, chcieli je opowiadać zachwycały niekiedy sposobem wypowiedzi, doboru słów i emocji w stosunku do Pałacu.

 

Oprócz słowa pisanego mamy też coś dla oka. Mam na myśli zdjęcia Pałacu – z zewnątrz i od środka. Zdjęcia, na których jest on tłem lub bohaterem. Jedne kolorowe, inne czarno-białe. Mnie urzekły i sprawiły, że każde z nich studiowałam z niebywałą uważnością i zaciekawieniem. Do każdej fotografii dobrano odpowiedni cytat. Niektóre pochodzą z książki, ale są też i takie, które odwołują do innych publikacji (bardzo fajny zabieg, ponieważ wiem, że do kilku przytoczonych pozycji chętnie sobie zajrzę).

Widać, że wydawcom zależało na pięknym albumie upamiętniającym PKiN, który ma być nie tylko zwykłą książką. Ma opowiadać historię najbardziej kontrowersyjnego budynku w dziejach Polski. Dbałość o papier, czcionkę i zdjęcie okładkowe sprawiają, że wszystko tu do siebie pasuje. A to robi na czytelniku spore wrażenie.

 

 

“Jako dowód i wyraz przyjaźni” to książka dla miłośników Pałacu Kultury oraz dla osób nim zainteresowanych. Spodoba się tym, którzy lubią ciekawostki. Będzie idealna dla Warszawiaków, ale zaciekawi również osoby, dla których PKiN jest kompletnie obojętny. Każdy odnajdzie w niej coś dla siebie: jeden spojrzy na nią pod kątem językowym, drugi – pod kątem historycznym, a jeszcze ktoś inny znajdzie w niej milion różnych informacji, o których nie miał pojęcia. Czy polecam? Chyba nie muszę pisać nic więcej.

 

Czytaliście “Jako dowód i wyraz przyjaźni”? Podobała Wam się? A może jesteście dopiero przed lekturą tej książki? Sięgniecie po nią czy nie lubicie takich klimatów? 

Kinga Gajewska
Follow me

Kinga Gajewska

Spodobał Ci się ten post?
- Udostępnij komentarz na Facebooku (będę zaszczycona)
- Polub mój funpage (będę wiedzieć czy to moje bazgrolenie ma sens)
- Zostaw komentarz. Może chcesz coś dodać, czymś się podzielić, coś poprawić. Chętnie się o tym dowiem.
Kinga Gajewska
Follow me