Zdrowia, szczęścia, pomyślności.
Jakie to oklepane, myślisz, co nie? Każdy, przy każdej okazji życzy każdemu zdrowia. Prawdopodobnie to jedno z najczęściej wypowiadanych życzeń, przynajmniej w Polsce.

Póki jesteś młody, zdrowy i nic Ci nie dolega, myślisz sobie, że będziesz żyć wiecznie. Umrzesz pewnie ze starości. Bo jak to tak, że młoda osoba miałaby być chora. Mnie to nie dotyczy, myślisz. Jesteś panem swojego życia. Wykorzystujesz swoje życie do maksimum. Adrenalina to Twoje drugie imię.
A może po prostu masz milion zainteresowań, dobrą pracę, tysiące znajomych. Twój dom to hotel, bo wracasz do niego tylko na noc. Masz dalekosiężne plany. Za rok pojadę tam, zrobię to, zobaczę to, będę taki.
Fajnie co nie?
I nagle, w przeciągu jednego dnia doznajesz poważnego wypadku, który wyklucza Cię z dotychczasowego życia. Albo dowiadujesz się o nieuleczalnej chorobie. I co wtedy?
Nie musisz mi odpowiadać. Wiem co robisz. Najpierw się załamujesz, a przez Twoją głowę przelatuje tysiąc czarnych scenariuszy. Następnym krokiem jest desperackie szukanie pomocy.

A co jeśli ta pomoc nie nadchodzi? I czekasz, czekasz, czekasz…?
Pikuś jeśli czeka Cię mało skomplikowana operacja, kilka miesięcy rehabilitacji i powrót do zdrowia. A co byś zrobił, gdyby chodziło o chorobę, przed którą nie uciekniesz, na którą nie ma szybkiego antidotum, która każe czekać, która uzależnia Cię od drugiego człowieka?

Nowotwór krwi. W Polsce co godzinę ktoś dowiaduje się, że ma białaczkę. Na świecie – co 35 sekund. Co 10 minut ktoś umiera, bo choroba była silniejsza. Tylko 25% chorych ma szansę na znalezienie swojego “bliźniaka genetycznego” w rodzinie. Reszta czeka na dawców niespokrewnionych. Przerażające, prawda?
Co mogę zrobić, pomyślisz. Co możesz zrobić? Odpowiedź jest banalnie prosta. Zarejestruj się do bazy i zostań dawcą.
Jak? Wejdź na stronę DKMS Polska i zamów pakier rejestracyjny. Dostaniesz go w przeciągu 2-3 tygodni na Twój adres zamieszkania. A później? Pobierasz wymaz z jamy ustnej. Masz do tego dwa patyczki i obydwoma musisz pobrać wymaz. Następnie wypełniasz formularz i wysyłasz z powrotem. W ciągu 3-4 miesięcy dostajesz Twoja własną Kartę Dawcy. Od teraz możesz zacząć pomagać innym.
No i co? Proste prawda? To dosłownie kilka kroków, które nic Cię nie kosztują (poza odrobiną śliny), a które mogą komuś uratować życie.

Ja się już zarezestrowałam. 1,5 roku temu. Po raz pierwszy o DKMS usłyszałam jakieś 3 lata temu w zaskakujących okolicznościach. Na Facebook’u. Mój kolega Tomek (pozdrawiam Cię Szypciu!) opublikował wtedy swój pierwszy post o tym, że znalazł swojego bliźniaka genetycznego. Co tu dużo gadać. Wzruszyłam się czytając jego historię (wiem, zbyt często się wzruszam). Pomyślalam sobie, że to musi być niesamowite. Jesteś biologicznie spokrewniony z osobą, której nie znasz, która może mieszka gdzieś na drugim końcu świata, która dzięki Tobie może wrócić do zdrowia.
Fantastyczna sprawa!
Tak naprawdę informacja o tym, że Tomek został dawcą nieźle mnie zaskoczyła. Wiecie, czasami tak jest, że myślicie sobie coś o Waszych znajomych i tych najmniej prawdopodobnych nie bierzecie nawet pod uwagę. Tak było tym razem. Pomyślałam sobie, że postawiłabym na tysiąc innych znajomych (którzy pewnie nawet nie myślą o rejestracji), ale po Tomku bym się tego nie spodziewała. A tu proszę, surprise!
Nie będę się rozwodzić nad tym co i jak. Powiem Wam tylko tyle, że genetyczna bliźniaczka Tomka żyje i ma się dobrze.
Od tamtej pory Tomek w moich oczach stał się prawdziwym bohaterem (ale takim trochę z bajek, który robi nadprzyrodzone rzeczy, pomaga wszystkim dookoła, ma wielką czerwoną pelerynę, złotą odznakę i szczery uśmiech). Szacun!

Zrozumiałam wtedy, że zdrowie nie jest zagwarantowane w 100%. Dzisiaj masz, jutro niekoniecznie.
Ja dalej czekam. Mam nadzieję, że mój “bliźniak genetyczny” gdzieś tam jest i że nie będzie mu potrzebna moja pomoc. Ale jeśli już (wypluwam to słowo “tfu, tfu”), to będę zaszczycona możliwością uratowania mu życia.

 

P.S. Ten wpis nie został napisany w porozumieniu z DKMS Polska. Nie dostałam za to żadnych grantów. Po prostu, wydaje mi się, że jeśli możemy pomóc w tak prosty i bezinteresowny sposób, to akurat dzisiejszy dzień, Międzynarodowy Dzień Walki z Nowotworami Krwi (World Blood Cancer Day), jest do tego jak najlepszą okazją.