“Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka kupiłam sobie na Targach Książki w Krakowie w 2014 roku. Dlaczego? Bo była wystarczająco gruba (519 stron), a okładka wydawała się być intrygująca. No i jeszcze ten zachęcający napis “nowa proza polska” pobudził we mnie ostatnie resztki ciekawości. Byłam kupiona marketingowo.
Ja wiem, że książek nie powinno się oceniać po okładce, ale co ja na to poradzę, że niekiedy jak widzę piękne albo intrygujące zdjęcie to nie mogę się oprzec pokusie i kupuję kolejny tom do kolekcji. Nie zrozumcie mnie źle, ja czytam to co kupuję! I (na całe szczęście) najczęściej są to bardzo trafne zakupy.

Tak było i tym razem. “Nowa polska proza” brzmi w końcu obiecująco.
Naszym bohaterem jest tutaj Jacek. Jacek to warszawski “słoik”, który przyjechał z Olsztyna do Warszawy. Przyjechał studiować na ASP, skończył jako jeden z lepszych dealerów kokainy. Gdyby Jacek pracował w jakiejś warszawskiej korporacji, to możnaby powiedzieć, że pracuje na nocną zmianę. Bowiem w dzień śpi, a w nocy pracuje. A dokładniej – handluje i sprzedaje towar swoim klientom. A co to za klienci, spytacie. A różni. Szary Kowalski, złote dzieci wpływowych rodziców, prawnicy, lekarze, gwiazdy, dziennikarze, a nawet przedstawiciele państwa. W książce Żulczyka dostajemy opis całego tygodnia pracy Jacka. Zaczynamy od piątku (w końcu piątek to weekendu początek, a więc i największe zapotrzebowanie na koks), a kończymy na czwartku. I powiem Wam, że w ciągu tego całego tygodnia poznajemy Jacka na tyle, że zaczynamy być na niego wkurzeni i nasza początkowa zazdrość, przez współczucie przeradza się w złość. Tak, złość. Bo Jacek ślepnie od tych wszystkich świateł, od tego blichtru, od tych zarabianych pieniędzy. Ślepnie i … dowiedzcie się sami czy się ocknie czy nie 🙂

Żylczyk wie, dlaczego został pisarzem. Opowieść jest wciągająca, intrygująca i mocna. Napisana współczesnym językiem, który nie stroni od przekleństw. Przeraża i zmusza do przemyśleń na temat życia i otaczającego nas świata. Bo jeśli takie życia toczą się naprawdę, jeśli to co czytamy to prawdziwe nocne oblicze Warszawy, to dokąd zmierzamy?
Narkotyki i pieniądze wciągają i nie dają spokoju. Chcesz ich coraz więcej. Stajesz się osobą zdolną do wszystkiego. Zaczynasz się zastanawiać, jaki to wszystko ma sens? Czy gra jest warta świeczki?

Dobrej i spokojnej niedzieli!

 

Zainteresowałam Cię tą książką? Znajdziesz ją tutaj.