“Zobaczyć zachód słońca na pustyni” – tak od kilku dobrych lat brzmiał 28 punkt mojej Bucket List. Niestety, podczas pobytu w Maroku nie udało nam się nocować na pustyni, dlatego też moje małe marzenie czekało na spełnienie. Wiedziałam, że podczas wyjazdu do Dubaju koniecznie musimy wybrać się na Desert Safari. W końcu to jedna z największych atrakcji w Emiratach. Tak się stało, że na pustyni udało nam się spędzić Sylwestra i zwykłe popołudnie z przyjaciółmi. Dzisiaj opowiem Wam o tym drugim.

 

 

Podczas przygotowywania planu wyjazdu do Dubaju, jeden wieczór zarezerwowałam w całości na pustynne safari, które jest bardzo popularne wśród osób, odwiedzających ZEA. To połączenie kultury z dużą dawką przygody, która zadowoli każdego. W skład Desert Safari wchodzi przejażdżka samochodem terenowym, przejażdżka na wielbłądzie, kolacja z tradycyjnymi arabskimi potrawami oraz pokazy tańca Tanura i tańca brzucha.

 

 

Ile to kosztuje, czyli praktyczne informacje

Koszt takiej wycieczki dla jednej osoby, w zależności od firmy organizującej atrakcję, wynosi od 180-300 zł od osoby. Jedną z najpopularniejszych firm w Dubaju, która organizuje Desert Safari jest Arabian Adventures. Ich ceny potrafią jednak przyprawić o zawroty głowy.

Dzięki temu, że mieszkaliśmy u znajomych, którzy już nie raz byli na takim safari dowiedzieliśmy się, że najlepiej poszukać ofert najpierw na Grouponie, a ewentualnie później sprawdzić inne firmy. Tak też zrobiliśmy i dzięki temu zapłaciliśmy za safari niecałe 72 AED za osobę.

Nasze Desert Safari obejmowało przejazd busem na pustynię, rajd terenówkami po wydmach, przejażdżkę na wielbłądzie, pokaz tańca, kolację oraz malowanie henną. Kto chciał, mógł pojeździć na quadach, zapalić sziszę, zrobić sobie zdjęcie z orłem oraz pojeździć na sandboardzie.

 

 

Jedziemy na pustynię!

Ponieważ wiedzieliśmy, że w dniu safari będziemy trochę zwiedzać miasto, zarezerwowaliśmy wycieczkę z przejazdem busem z najbardziej dogodnego dla nas miejsca. W naszym przypadku był to Spinney’s w dzielnicy Bur Juman, ale istnieje też możliwość zarezerwowania prywatnych jeepów, które o podanej godzinie podjeżdżają pod hotel i zabierają uczestników bezpośrednio na miejsce atrakcji.

 

Pierwszą atrakcją po dojechaniu był oczywiście rafting terenówkami przez wydmy pustyni. Jechaliśmy jeepem, trzymając się kurczowo, a kierowca bawił się w najlepsze raz po raz skręcając i dosłownie skacząc autem. Przejazd był fajną przygodą, ale porównując go do driftu, który przeżyliśmy w noc sylwestrową… nie ma porównania. Tamten kierowca był szalony i tak prowadził auto, że każdy miał wrażenie, jakby jechał z kierowcą Formuły 1. Ten był spokojniejszy, ale też dawał radę.

 

Po dojechaniu do wioski beduińskiej mieliśmy czas wolny, który mogliśmy wykorzystać w różnoraki sposób. Najpierw udaliśmy się na przejażdżkę na wielbłądach, która okazała się tylko krótkim okrążeniem. Mimo to, zabawy było co niemiara! Mój wielbłąd, a raczej wielbłądzica, miał dziwne humory i raz był super wesoły, a za chwilę agresywny. Dzięki tej krótkiej przygodzie przypomniałam sobie jak miłe i puszyste w dotyku są wielbłądy i jak dziwnym uczuciem jest moment wstawania i siadania.

 

Po wielbłądach przyszedł czas na zrobienie sobie zdjęć z punktów widokowych. Skakanie, tarzanie się w piasku, wygłupy i wspinanie się na najwyższe wydmy – tak zapamiętam ten czas. Czas beztroskiej zabawy z przyjaciółmi.

Po chwili udało nam się zobaczyć przebiegające przez pustynię dzikie wielbłądy, które wciąż żyją tu na wolności. Ten widok był niesamowity!

Warto pamiętać, że jeszcze do lat 50. XX wieku pustynia była domem dla Beduinów, a wielbłądy były ich środkiem transportu oraz stanowiły cenne źródło mleka i mięsa. Do dziś uważa się, że mleko wielbłąda jest jednym z najzdrowszych odmian mleka na świecie.

 

Nie skusiłam się na jazdę po pustyni na quadzie. Chciałam tylko spróbować sandboardingu, czyli popularnej tutaj odmiany snowboardingu. Niestety, wszystkie deski były wypożyczone.

 

W dniu naszego Desert Safari niebo było trochę zachmurzone i bałam się, że mój zachód słońca na pustyni nie będzie tak idealny, jak go sobie wymarzyłam. Na szczęście, w momencie kiedy słońce chowało się za horyzont, chmury na chwilę odeszły i miałam okazję obserwować piękny, różowy zachód słońca. Nie mówię, mogło być lepiej, ale też nie narzekam, bo na własnej skórze doświadczyłam zachodu słońca na pustyni. Wrażenia są niesamowite. Dookoła złoty piasek, a w oddali słońce powoli kłaniające się i znikające za linią najdalszych wydm.

 

Po zachodzie słońca udaliśmy się do wioski beduińskiej, która nie jest prawdziwą osadą, a czymś stworzonym na potrzeby turystów, aby uświadomić im jak to kiedyś wyglądało. Na początek, powitano nas gorącą Karak Tea z daktylami. Po raz pierwszy miałam okazję spróbować tego połączenia i powiem tylko tyle – to jest obłędne! Słodycz herbaty (nie trzeba jej słodzić, bo dzięki mleku jest na tyle słodka) miesza się ze słodyczą daktyli, a na koniec na języku można poczuć lekką goryczkę naparu.

 

Usiedliśmy na podłodze, na specjalnie przygotowanych siedzeniach majlis i raczyliśmy się herbatą. Chwilę później otwarto stanowiska kulinarne i mogliśmy rozpocząć kolację. Raczyliśmy falafelami, hummusem i pitą oraz samosami (indyjskie pierożki), które były tylko przystawką. Następnie przyszedł czas na dania główne ustawione w formie bufetu. Można było nałożyć sobie na talerz przeróżne sałatki, curry, duszone mięsa z ciecierzycą czy grillowane mięsiwa (jagnięcina, baranina, kurczak). Jedzenie było tak pyszne, że nie mogliśmy się od niego oderwać.

Podczas kolacji można było zapalić sziszę, zrobić sobie zdjęcie w tradycyjnym arabskim stroju czy ozdobić dłoń tatuażem z henny. Na to ostatnie bardzo chętnie się skusiłam.

Chwilę po kolacji rozpoczęła się ostatnia część wycieczki, czyli pokazy tańca. Najpierw bardzo sprawny i przystojny tancerz uraczył nas tańcem Tanura, a po nim tańcem z ogniem. Na sam koniec podziwialiśmy taniec brzucha w wykonaniu pięknej Arabki.

Taniec Tanura

 

Desert Safari skończyło się koło godziny 20:30. Po ostatnim pokazie tańca dokończyliśmy kolację i zaczęliśmy się zbierać do samochodu, który zawiózł nas do Dubaju. Wieczorem na pustyni jest dosyć zimno i wietrznie, a temperatura spada do 10-15°C. Z jednej strony cieszyłam się, że to już koniec, bo zaczęłam zamarzać, a z drugiej żałowałam, że wszystko co dobre tak szybko przemija. 

Dzisiaj wiem jedno – Desert Safari to jedno z najciekawszych i najlepszych wspomnień i doświadczeń z pobytu w Dubaju. Jeśli jeszcze kiedyś tu wrócimy, na pewno wybierzemy się na pustynię po raz kolejny. No i może uda mi się w końcu pojeździć na sandboardzie. 

 

Zobacz także: 
Dubaj – praktyczne informacje 
Dubaj – 15 atrakcji, które musisz zobaczyć
Dubaj – gdzie i co musisz zjeść
Gdzie imprezować w Dubaju?
Jak smakuje śniadanie w Burj Al Arab
Burj Khalifa, czyli z wizytą w najwyższym budynku świata