1 czerwca, Dzień Dziecka.
Pamiętasz siebie sprzed tylu lat? Co sprawiało Ci wtedy największą przyjemność? Wyjście z rodzicami do kina? Chuśtanie się na chuśtawce? Rowerowa wycieczka? Wypad do McDonalds’a? Długooczekiwana zabawka? Gra w gumę, picie oranżady czy oglądanie nowej bajki na kasecie video? A może rozdmuchiwanie wszędzie białych i puszystych dmuchawców?
Jedno jest pewnie, spontaniczny gest nie był Ci obcy.
Jaka jesteś teraz? Masz kilkanaście lat więcej. Twój dzień składa się z długiej listy obowiązków, coraz mniejszej liczby przyjemności. Nie pamiętasz kiedy oglądałaś bajkę, skakałaś na skakance czy wpatrywałaś się beztrosko w niebo.
Kiedyś spontaniczność, teraz planowanie. Kiedyś beztroska, teraz uwaga. Kiedyś radość, teraz powaga.
To jakiś dziwny paradoks, że będac dziećmi chcemy być dorosłymi, a kiedy już jesteśmy dorośli, to dalibyśmy wszystko, żeby wrócić się do niewinnych lat.
Wiadomo, z lecącymi latami zamieniamy naszą “dziecinność” na “dorosłość”, ale czy to wewnętrzne dziecko, które w nas drzemie na tyle nam przeszkaza, żeby całkiem o nim zapomnieć?
Moja odpowiedź na to pytanie brzmi: “Nie!”. Wewnętrzne dziecko jest w stanie sprawić, że nasze życie będzie jeszcze bardziej kolorowe niż jest.

Dlaczego warto obudzić w sobie małe, wewnętrzne dziecko?

1.Bądź szczęśliwa.
Tak, bądź radosna. Jako małej dziewczynce do bycia szczęśliwą wystarczały mi moje ulubione lody na patyku. A teraz? Teraz chcemy wszystkiego. Więcej, mocniej, częściej. Z wiekiem zapominamy, że do pełni radości wcale nie są potrzebne 4 zera na koncie (chociaż one też uszczęśliwiają).
Mała rzecz, a cieszy. I to nie głupi frazes. Im częściej dostrzegamy piękno w najmniejszych i najbanalniejszych rzeczach, tym bardziej możemy się cieszyć z małych, codziennych przyjemności.
Mnie do bycia szczęśliwą wystarcza: poranna przejażdżka na rowerze, karmienie wiewórek w parku, wąchanie kwiatów, wystawianie buzi do słońca, poranne “kocham Cię” podczas mycia zębów, znalezienie grosika na szczęście, śpiewanie głupich piosenek, krótka rozmowa z przyjaciółką, czy zwykłe przytulanki. Ostatnio nawet w zwykłym malowaniu rzęs znajduję radość. To chyba już oznaka starości 😉
2. Pytaj.
W końcu kto pyta, nie błądzi. Jako dziecko pytałam mamę o każdą bzdurę. A dlaczego? A po co? Mamusiu, a czemu? A kiedy?
Z wiekiem wstydzimy się pytać, bo świadczy to o naszym braku wiedzy. Jesteśmy zbyt dumni, by przyznać się do porażki, do tego, że coś jest nam obce. Małe dziecko nie myśli kategoriami “nie wiem”, “nie umiem”, “wstyd zapytać”. Małe dziecko odkrywa świat właśnie dzięki zadawaniu pytań. Czasem błahych, czasem głupich, a czasem bardzo potrzebnych.
Dobrze jest mieć takie małe dziecko w sobie, które odkłada dumę na bok i odkrywa nieznane.
W końcu uczymy się przez całe życie.
3. Spełniaj swoje marzenia. I nie przestawaj marzyć.
Dzieci nie wstydzą się marzyć. Ani o tym co faktycznie może się spełnić, ani o tym co jest całkowicie odrealnione. W ich głowie nie ma myśli “Nie marzę o tym, bo na pewno się nie spełni”. Dzieci mają odwagę do wypowiadania swych marzeń na głos. A my? A my zamykamy się w klatkach, które sami sobie stwarzamy. Nie marzymy o podróży dookoła świata, bo to za droga przyjemność. Nie marzymy o muzycznej karierze, bo to już dawno za nami. Nie marzymy, bo szkoda nam czasu na rzeczy, które nie są nic warte. I tak zakopujemy dziecięcą fantazję i stajemy się zgnuśniałymi dorosłymi, którzy na swej drodze mają same cele. Zero marzeń.
Smutne, prawda? A więc otwórz oczy i pomyśl czego pragniesz najbardziej.
4. Bądź małym egoistą.
Zabierz dziecku jego ulubioną zabawkę, a natychmiast usłyszysz: “Oddaj mi. To moje”. Dzieci są trochę takimi małymi egoistami. Będą prosić o frytki i lody dopóty, dopóki ich nie otrzymają. Jeśli nie chcą, nie podzielą się zabawką (“Teraz ja się tym bawię”). Wbrew pozorom dzieci są inteligentne. Wiedzą co jest dla nich dobre. (Od razu się usprawiedliwiam – tak tak, frytki i lody też są dobre. Uszczęśliwiają!).
A my dorośli? Zawsze znajdziemy jakąś trafną wymówkę. “Nie mam czasu” (powtarzane do znudzenia), “Zrobię to później”, “Jutro umówię się do lekarza”, “Nie mam na to pieniędzy”, “Dobrze się czuję, wszystko w porządku”. Wymówka goni wymówkę. A może warto czasem przystopować, zastanowić się co nas trapi, co nam dolega i zacząć się o siebie troszczyć? Wypij o jedną szklankę wody więcej, kup sobie tę czekoladę, idź do kina, umów się do dentysty czy fryzjera, idź na masaż. Zacznij być zdrowym egoistą, a nie pożałujesz. To Ty jesteś najważniejszą osobą dla samej siebie. Musisz znaleźć czas na Twoje własne przyjemności. Nie odkładaj ich na później, bo znowu znajdziesz idealną wymówkę.
5. Zaciśnij zęby, otrzep się i idź dalej. I szybko zapominaj o niepowodzeniach.
Jako mała dziewczynka byłam nauczona, że jeśli się przewrócę albo coś mi się stanie, to mam zacisnąć zęby, “otrzepać się”, wzruszyć ramionami i iść dalej. W końcu nic się przecież nie stało. Większość dzieci na upadek reaguje płaczem. Popłaczą sobie, przestaną, a za 10 minut znów bawią się w najlepsze.
Jaką lekcję możemy z tego wyciągnąć? Próbuj! Próbuj i idź do przodu. A gdy Ci się nie uda, zaciśnij zęby, podnieś się z podłogi i idź dalej. Przestań rozpamiętywać niepowodzenia. Wyciągnij z nich potrzebną lekcję i idź dalej robić swoje. Bez próbowania, będziesz stać w miejscu. Bez porażki, niczego się nie nauczysz. A pokonując przeszkody, ujrzysz piękno tego świata i poznasz samą siebie.
Skacz, tańcz, baw się, maluj, śpiewaj, czytaj na głos, oglądaj, odkrywaj, smakuj, interesuj się, zmieniaj, próbuj, podziwiaj, słuchaj, obserwuj, kochaj i pielęgnuj małe dziecko, które mieszka w Tobie.
person-1357442_1920