Road trip na zachodnie wybrzeże USA to marzenie większości podróżujących. Żeby wykorzystać ten czas do maksimum i nie zmarnować ani godziny, trzeba go dobrze zaplanować. Jak to zrobić i jak się przygotować do takiej podróży? Czytajcie dalej.

 

Mój pierwszy road trip po Stanach odbył się w 2016 roku i tak naprawdę miał dwie części. Pierwsza prowadziła z Chicago do Niagara Falls (możecie poczytać o tym tutaj), a druga – z Chicago do Yellowstone National Park i z powrotem (klik, klik). Tegoroczny road trip zakładał podróż z Chicago na zachodnie wybrzeże i zwiedzenie wszystkich ważniejszych parków narodowych (m. in. Zion National Park, Bryce Canyon, Grand Canyon, Death Valley).
Podróż przez Amerykę należy do rzeczy w miarę łatwych i bardzo przyjemnych. Jest jednak kilka spraw, o których należy koniecznie pamiętać i które trzeba dograć tuż przed wyjazdem.

 

 

Po pierwsze – znajdź idealne towarzystwo

Może dla kogoś ta rada brzmi banalnie, ale prawda jest taka, że podróżując z kimś jednym samochodem przez minimum dwa tygodnie, 24 na dobę, może dojść do różnych sytuacji. Najlepiej pojechać z osobą/osobami, które w miarę dobrze się zna i z którymi nadaje się na podobnych falach. Warto zastanowić się w jak dużej grupie chcemy podróżować. Jeśli wybieramy się w podróż z dzieckiem, nie mamy większego wyboru. Ale jeśli jest to paczka znajomych, zawsze możemy zdecydować komu zaproponować wyjazd, a kto będzie dla nas zbędnym bagażem. Dwie osoby są ok, trzy – idealnie, cztery – optymalnie, pięć – jak dla mnie to już za dużo. Zbyt wiele opinii i punktów widzenia do brania pod uwagę.

W zeszłym roku udaliśmy się w podróż w trójkę (Tato, moja siostra i ja). W tym roku dołączył do nas narzeczony mojej siostry i muszę powiedzieć, że ilość osób była w sam raz. W zeszłym roku podróż przebiegła bez problemów, w tym roku mieliśmy kilka spięć i nieporozumień. Może to urok podróżowania w większej grupie, a może w dłuższym okresie czasu. Jedno jest pewne – to od osób, z którymi wybierzesz się w podróż zależy jak ją zapamiętasz i jakie wykreujecie wspólnie wspomnienia. Ważne, żeby były niezapomniane.

 

 

Po drugie – postaraj się o wizę

Jeśli masz już wizę, możesz opuścić ten punkt. Warto jednak pamiętać, że fakt, iż mamy ważny paszport i kupiony bilet (chociaż nie powinno się kupować biletu przed wnioskowaniem o wizę) nic nie znaczy. Żeby móc wjechać na terytorium Stanów Zjednoczonych należy posiadać ważną wizę turystyczną B1/B2 (jak o nią wnioskować pisałam tutaj). Taka wiza wystarczy, aby móc spokojnie podróżować po Ameryce. Podczas rozmowy z konsulem dobrze jest podać cel podróży i wstępny zarys wyprawy. Łatwiej o pozytywne rozpatrzenie wniosku.

 

 

Po trzecie – zaplanuj urlop i zarezerwuj bilet

Jeśli ktoś pracuje jako freelancer, to obowiązuje go tylko druga część tego zdania. Ci, którzy pracują na etacie zmuszeni są zaplanować i poprosić o urlop oraz kupić bilet na ustalony termin. Przy tym punkcie warto się zastanowić, ile nasz road trip będzie trwał. Najkrótszy, w miarę sensowny okres czasu to dwa tygodnie. Nie ma sensu jechać na krócej. Odległości w USA są naprawdę ogromne i żeby coś zobaczyć i nie zajechać się na śmierć dwa tygodnie to takie idealne minimum. Oczywiście najlepiej polecieć na miesiąc i zwiedzać na spokojnie, mając wystarczający zapas czasu.

Nasz tegoroczny wyjazd do USA trwał miesiąc, jednak na road tripa pojechaliśmy na dwa tygodnie. Nie starczyło, żeby zobaczyć wszystko to, co było zaplanowane, ale i tak było dobrze. Pod koniec wyprawy byliśmy naprawdę zmęczeni podróżą i było nam obojętne czy i co zobaczymy następnego dnia. Wiem jednak, że gdybyśmy mieli więcej czasu do zagospodarowania, zwiedzalibyśmy na luzie i byliśmy mniej wykończeni.

Zobacz także: Jak podróżować dużo, często i tanio, w którym znajdziesz podpowiedzi jak znaleźć tani bilet lotniczy.

 

 

Po czwarte – zaplanuj, co chcesz zobaczyć.

I podziel to sobie na dwie listy. Jedna niech zawiera miejsca “must see“, których nie można odpuścić, a druga – “nice to see” z miejscami, które można odpuścić w razie gdyby nie starczyło czasu. To naprawdę pomaga w podejmowaniu decyzji na miejscu.

Warto zaplanować sobie wstępną trasę i kolejność zwiedzania, która ułatwi przejazd z miejsca na miejsce. Nasza tegoroczna trasa wyglądała następująco: Chicago – Arches National Park (nieplanowane) – Monument Valley – Lower Antelope Canyon (nieplanowane) – Horseshoe Bend (nieplanowane) – Bryce Canyon – Zion National Park – Grand Canyon – Hoover Dam – Las Vegas – Red Rock Canyon (nieplanowane) – Death Valley – Sequoia National Park – Chicago.

W naszych planach był jeszcze Petrified Tree National Forest, Yosemite National Park, Los Angeles i San Francisco, których przez brak czasu i ogólne osłabienie wszystkich nie udało nam się odwiedzić.

Przygotowując wstępną listę miejsc polecam wziąć pod uwagę ilość parków narodowych i ewentualny zakup karty America The Beautiful. Kosztuje ona jedyne 80$, a pozwala na wjazd do wszystkich National Parks za darmo.

Jak zaplanować USA Road Trip

 

 

Po piąte – wykup ubezpieczenie.

Chyba nie trzeba tego tłumaczyć. Road trip jest długi, męczący i zaskakujący. Nie da się go do końca przewidzieć. Lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność, niż później płacić krocie. Jak wiadomo amerykańska służba zdrowia do najtańszych nie należy. Warto spać spokojnie ze świadomością, że jesteśmy ubezpieczeni, niż martwić się na zapas. W zeszłym roku ubezpieczyłam się na 40 tysięcy zł, w tym – na 50 tys. zł. Opłata miesięczna za to ubezpieczenie nie była nie wiadomo jak droga (max. 150 zł).
Na szczęście nic mi się nie stało, ale nie czuję, żeby było to pieniądze wywalone w błoto. Uważam, że w przypadku tak dalekich i nieprzewidywalnych podróży warto dmuchać na zimne.

 

 

Po szóste – spakuj się porządnie.

Dwa tygodnie lub miesiąc w trasie to nie lada wyzwanie. Trzeba być przygotowanym na każdą sytuację. Bagaż, który bierzemy ze sobą powinien mieć wszystkie potrzebne rzeczy. W zależności od tego, na jaką porę roku przypada road trip po Stanach trzeba spakować wygodne buty do długiego spacerowania po parkach, wygodne ciuchy na drogę, kapelusz lub czapkę, okulary przeciwsłoneczne, dres, ciepłą piżamę, gruby sweter lub polar (wieczory w parkach narodowych potrafią być zimne nawet w lecie), leki oraz krem z wysokim filtrem (SPF 30 lub SPF 50).

Zobacz także: Jak spakować walizkę na tygodniowe wakacje? 

 

 

Po siódme – wypożycz samochód.

Do tej pory nie brałam tego punktu pod uwagę. W każdą podróż po USA jeździmy samochodem taty, ale wiem, że przy następnych amerykańskich wojażach będę potrzebowała auta.
Samochód można wypożyczyć przez Internet, przez pośrednika na miejscu lub od razu w wypożyczalni. Ponieważ nie mam w tym temacie dużego rozeznania ani żadnych doświadczeń, linkuję Wam świetne teksty od Pawła z interamerica.com (tutaj) oraz od Magdy i Michała z followtheview.com (tutaj) na temat wypożyczania auta w USA.

 

 

Po ósme – zrób zakupy i zaplanuj posiłki.

Z tym planowaniem posiłków to może tak nie do końca. Warto jednak zaopatrzyć się w jedzenie, które przyda się w czasie drogi. Woda, napoje, chleb, twarde owoce (jabłka, gruszki, śliwki, brzoskwinie), zupki w proszku (a’la Gorący Kubek) oraz zupki chińskie w pudełku, konserwy rybne i mięsne, przyprawy, kawa i herbata.

Od zeszłego roku podróżujemy w ten sposób, że w Chicago robimy zakupy na zapas, a jeśli coś się skończy albo trzeba będzie coś kupić, to kupujemy to po drodze w Walmarcie albo w innym K-Marcie. Zabieramy ze sobą niezawodną kuchenkę gazową (a raczej butlę gazową i mały palnik), która jest źródłem ciepłej wody na kawę, herbatę, zupkę lub owsiankę. Można też na niej podgrzać gotowy sos do makaronu i posiłek gotowy. Do tego zabieramy garnek, kubki termiczne na kawę, 2-3 miseczki, jednorazowe talerze oraz sztućce.

Jeśli znudzi nam się menu, które sami sobie obmyślimy, pozwalamy sobie na coś bardziej treściwego. Może to być burger w Burger Kingu czy pizza. Staramy się jednak nie jeść w takich miejscach codziennie i przygotowujemy sobie sami posiłki. Mamy wtedy więcej frajdy i oczywiście wykorzystujemy rzeczy, które mamy w zapasie.

 

 

Po dziewiąte – kup namiot i materac.

W końcu trzeba gdzieś spać. Jeśli nie masz zamiaru podróżować po Stanach kamperem, najprostszą rzeczą będzie namiot i dmuchany materac.

Zarówno w tym, jak i w zeszłym roku mieliśmy do naszej dyspozycji czteroosobowy namiot oraz dwa dmuchane materace. Kempingi w USA nie wyglądają tak, jak te w Polsce. Są świetnie zorganizowane i mają wiele udogodnień.
Przemierzając Amerykę można spotkać następujące możliwości noclegu:
– campground prywatny (z wszelkimi udogodnieniami jak WiFi, prysznic z ciepłą wodą, pralnia itp.)
– campground w parku narodowym (są to kempingi trochę bardziej biedne. Często brakuje prysznica, a o WiFi można zapomnieć)
– RV camp – prywatny kemping, który ma zarówno miejsca dla RV (kampery) jak i tents (namioty)
– RV park – parking tylko dla RV, czyli kamperów, przyczep kempingowych (chociaż w kilku RV park zdarzyło nam się dostać miejsce pod namiot)

Jeśli nie lubicie takich dzikich przygód, nie pozostaje Wam nic innego, jak zarezerwować pokoje w hotelach i cieszyć się luksusem i wygodnym noclegiem. Jest tylko jeden mały szczegół – wybierając tę opcję płacicie sporo więcej i szybko może się, okazać, że po prostu nie stać Was na kontynuowanie wycieczki. Różnicę widać gołym okiem – najdroższy nocleg na polu namiotowym kosztuje ok. $30, a średni nocleg w motelu – $100.

 

 

Po dziesiąte – zrób ręczne notatki i zaopatrz się w niezbędne książki.

“Ręczne notatki? Zwariowała?” pomyślicie. Powiem więc tak: jest wiele miejsc w USA, w których zasięg odmawia posłuszeństwa i nie chce współpracować. Jeśli wszystko notujecie na telefonie, najlepiej miejcie zapisane notatki w notatniku. Ściągnijcie z chmury (czy skądkolwiek) wszystkie niezbędne informacje na temat Waszej podróży. Warto również pobrać mapy z Google, aby działały w trybie offline. Nie zawsze będzie możliwość podłączenia się do WiFi, a jeśli już będzie to niepowiedziane, że będzie on działał bez przeszkód.
Jeśli udajecie się do amerykańskich parków narodowych, warto przed wyjazdem zaglądnąć na ich strony internetowe i sprawdzić, czy nie ma jakichś alertów.

Jeśli chodzi o książki to moimi faworytami podczas naszych podróży po Ameryce są dwie pozycje. Pierwsza z nich to oczywiście Road Atlas z mapami wszystkich stanów. Dzięki niemu wiadomo, na którym zjeździe warto zjechać (jeśli akurat Google Maps odmówi posłuszeństwa) oraz za ile mil można spodziewać się granicy stanu, czyli miejsca, w którym zatrzymujemy się na obowiązkowe foto przy tablicy.

Drugą książką, która nie raz uratowała nam skórę i która jest ogromnie przydatna podczas naszych (powiedzmy to sobie szczerze) średnio zaplanowanych wyjazdów jest Next Exit, czyli spis wszystkich zjazdów (am. exit) na wszystkich większych highwayach we wszystkich stanach. Jak to działa? Przypuśćmy, że jesteśmy w Kolorado, jedziemy autostradą nr. 70, jesteśmy na zjeździe 185 i chcemy sprawdzić, na którym exicie będzie można się zatrzymać na zatankowanie i jakiś posiłek. Otwieramy “Next Exit” na stanie Colorado, na stronie ze spisem 70-ki, szukamy zjazdu 185 i sprawdzamy, gdzie w najbliższej okolicy możemy się zatrzymać. Proste, prawda?

Ta książka nie raz uratowała nas przed brakiem noclegu. Muszę się przyznać, że na początku podchodziłam do niej bardzo sceptycznie, ale kiedy sprawdziła się po raz pierwszy podczas naszego zeszłorocznego wyjazdu do Yellowstone, bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Dzisiaj nie wyobrażam sobie road tripu po USA bez “Next Exit”.

 

 

Wiecie już jak zabrać się za planowanie road tripu po USA i co wziąć ze sobą. Teraz nie pozostaje Wam nic innego, jak kupić bilet i wyruszyć w poszukiwaniu przygód. Gotowi? No to w drogę!