Lubię kosmetyki. Chyba jak każda kobieta. Lubię o nich czytać, wąchać je i testować. Sprawdzać czy działają, czy może są jedynie tanimi bublami.

Odkąd pamiętam lubiłam dobre, ładnie pachnące kremy i balsamy. Tę miłość spotęgowała szkoła kosmetyczna i targi LNE, w których staram się uczestniczyć dwa razy do roku.
Jakie kosmetyki przeważają w mojej łazience? W większości są to kosmetyki białe, czyli te służace do pielęgnacji. Kremy i balsamy do ciała, peelingi, kremy do rąk, kremy do stóp, kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Kolorówki używam mało. Może to źle, może jako dziewczyna przed trzydziestką powinnam się więcej malować? Może tak, ale tego nie robię i jakoś niespecjalnie mi tego brakuje. Mam mój ulubiony tusz do rzęs, który mnie nie uczula i ogrom szminek. Lubię kolorowe usta i jestem uzależniona od pomadek.

Wpis z moimi subiektywnymi hitami kosmetycznymi powstał, ponieważ kosmetyki, których używam są bardzo dobre i warte polecenia. Pomyślałam więc, dlaczego nie miałabym napisać o nich na blogu? Wszystkie z nich przetestowałam, używam od dawna, a niektóre stały się sztandarowymi produktami w mojej kosmetyczce i wiem, że puste opakowanie szybko zostanie zastąpione kolejnym. Żaden z produktów mnie nie uczulił, dlatego też mogę je polecić z czystym sumieniem.

Mam nadzieję, że znajdziecie poniżej coś, co przypadnie Wam do gustu.

 

1. Arkana Amino Bio Cream (cena 89 zł/50 ml)

Tego kremu Arkany używam już od dobrych trzech lat i nie sądzę, żebym kiedykolwiek zmieniła go na inny. Trafił w moje ręce na targach LNE w 2013. Miałam wtedy bardzo przesuszoną i odwodnioną cerę. Zrobiłam sobie wtedy analizę skóry w Arkanie i kosmetyczka firmy poleciła mi krem z 12 aktywnymi aminokwasami. Pół roku później moja cera była w o niebo lepszym stanie. Jędrna, dobrze nawilżona, gładka, bez wyprysków – prawie idealna.

Wiem, że za poprawę mojej cery odpowiada w dużym stopniu ten regenerujący krem. Kompleks 12 aminokwasów pobudza skórę do do produkcji kolagenu i elastyny. Kwas hialuronowy świetnie nawilża, a LycoMega zawiera likopen, który chroni przed wolnymi rodnikami.

 

Amino Bio Cream jest bardzo lekki, bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na twarzy. Po nałożeniu czuć głębokie nawilżenie (skóra przestaje być napięta). Ma bardzo delikatny zapach, a nie skłamię jeśli powiem, że dla mnie jest już praktycznie bezzapachowy. Dodatkowym plusem jest jego wydajność – starcza na bardzo długo.

Jeśli więc szukacie kremu, który naprawdę działa, to z ręką na sercu polecam Wam ten krem i inne produkty polskiej (!!!) marki Arkana.

 

2. APIS Goi terApis serum rewitalizujące pod oczy (cena ok. 37 zł)

Przez pewien okres czasu miałam bardzo zmęczoną i suchą skórę wokół oczu. Worki pod oczami zaczynały być moimi znienawidzonymi przyjaciółmi. I właśnie wtedy znalazłam to serum polskiej (!!!) firmy APIS. Mimo tego, że jest to serum przeznaczone do cery dojrzałej i zmęczonej stwierdziłam, że zaszkodzić nie może, a jak coś, to pomoże. I tak się faktycznie stało.

 

Serum ma w składzie ekstrakt z tybetańskich owoców goji, lotosu, krioekstrakt z arktycznych dzikich jagód i olej arganowy. Dzięki temu pobudza aktywność komórkową oraz funkcje witalne skóry, a także świetnie nawilża. Regeneruje naskórek oraz niweluje oznaki zmęczenia.

Serum rewitalizujące jest bardzo wydajne i spokojnie starcza na długi czas. Jest bezzapachowe i nie drażni nosa. Szybko się wchłania, a po nałożeniu fantastycznie napina skórę wokół oczu.
I powiem Wam, że ostatnio złapałam się na tym, że zaczęłam się przypatrywać gdzie są te moje worki pod oczami. Nie znalazłam ich.

 

3. YOPE Mydło kuchenne do rąk (cena 15 zł)

Mydło kuchenne YOPE (wybrałam zapach goździkowy) jest moim odkryciem tego roku! Po pierwsze, naprawdę działa. I mówię tu o niwelowaniu zapachu ryby, cebuli i czosnku. Gdy kupowałam to mydło to myślałam, że to bujda i chwyt marketingowy. Możecie mi wierzyć (lub nie), ale bardzo się zdziwiłam, gdy po skrojeniu czosnku umyłam ręce tym mydłem i nie czułam żadnego nieprzyjemnego zapachu.

 

Po drugie, ma przyjemny korzenny zapach i fajnie nawilża dłonie. Po umyciu rąk skóra nie jest napięta ani nie szczypie.
Po trzecie, produkty YOPE nie mają w składzie parabenów, silikonów, barwników, SLES-u i SLS-u. I to mydło też ich nie ma.
Po czwarte, jest niezwykle wydajne. Używam go od listopada i do tej pory mam jeszcze 3/4 opakowania (a stosuję je codziennie).
No a po piąte, spójrzcie tylko na to opakowanie. Koło tej grafiki nie sposób przejść obojętnie. Ja jestem zakochana!

 

4. Bielenda Drogocenny olejek brzoskwiniowy 3 w 1 (cena ok. 20 zł)

Ten olejek zapachem przypomina mi pierwszy jogurt brzoskwiniowy jaki zjadłam jako dziecko. Pachnie obłędnie i bardzo intensywnie, ale nie drażni. Działa bardzo fajnie, szybko się wchłania i nie zostawia tłustych śladów na ubraniach. Ponieważ moja skóra na nogach i rękach jest dosyć sucha, stosuję go właśnie na te partie ciała i najczęściej na noc. Uwielbiam budzić się rano i czuć, że nogi są gładkie i świetnie nawilżone. Dodatkowo używam go często zamiast kremu do rąk. Też się sprawdza.

 

Niby olejek może być używany zarówno do ciała, do twarzy i do włosów, ale ja używam go w większości do ciała. Stosuję go czasem na włosy i mogę śmiało stwierdzić, że bardzo dobrze nawilża końcówki i świetnie nadaje się do olejowania włosów.

Jest dość wydajny i sprawdza się również jako olejek do demakijażu. Jak widzicie może on być używany nawet jako 4 w 1.

 

5. Bourjois Rouge Edition Velvet (cena ok. 50 zł)

Na koniec mam coś kolorowego. Jedna z lepszych (jak nie najlepsza) szminka matowa jakie miałam. Nie dość, że dobrze się rozprowadza dzięki aplikatorowi w gąbce i konsystencji musu, to jeszcze zachwyca intensywnością koloru i trwałością. Kolory są bardzo dobrze napigmentowane i mają super krycie (przynajmniej te ciemniejsze). Początkowo szminka przypomina błyszczyk i trochę się świeci, ale po chwili zasycha i matowieje. Nie pozostawia śladów (ani na szklance ani na zębach) i utrzymuję się na ustach naprawdę długo bez konieczności poprawiania. Można jeść i pić i nie martwić się, że szminka została “zjedzona”. A ile to jest “naprawdę długo”? No nie przesadzę jeśli powiem, że nawet 6-8 godzin.

 

Jedynym minusem jest to, że wysusza trochę usta. Niby maty zawsze tak działają i niby ta wysusza mniej niż inne, ale za taką cenę można by zastosować jakąś nawilżającą matową formułę.

Polecam tę szminkę tym z Was, które szukają naprawdę trwałych pomadek. Nie będziecie zawiedzione.

 

To koniec moich pierwszych kosmetycznych ulubieńców. Znałyście już coś z tych kosmetyków? Używałyście ich? A może macie jakieś inne sprawdzone kosmetyki tych firm? Dajcie znać!

Kinga Gajewska
Follow me

Kinga Gajewska

Spodobał Ci się ten post?
- Udostępnij komentarz na Facebooku (będę zaszczycona)
- Polub mój funpage (będę wiedzieć czy to moje bazgrolenie ma sens)
- Zostaw komentarz. Może chcesz coś dodać, czymś się podzielić, coś poprawić. Chętnie się o tym dowiem.
Kinga Gajewska
Follow me