Obudziliśmy się dosyć późno. Na zegarkach było chwilę po siódmej. Kiedy indziej zaczęlibyśmy szybko się pakować i powtarzać w kółko, że jesteśmy już godzinę w plecy. Tego dnia jednak pozwoliliśmy sobie na dłuższy sen. Coś nam się należało od życia po przygodach ostatniej nocy.

 

Rano, kemping w Navajo National Monument okazał się uroczym miejscem, położonym w środku lasu iglastego. Zapach, który nas przywitał zwiastował coś dobrego. Może to przychylne białym indiańskie duchy skierowały nas w to miejsce?
Złożyliśmy namiot, zrobiliśmy kawę i powoli zaczęliśmy przygotowywać się do wyjazdu.
Po raz kolejny nasz plan legł w gruzach. Tego dnia mieliśmy być w Bryce Canyon, a znajdowaliśmy się w Arizonie i nie bardzo wiedzieliśmy, co mamy robić.

Po szybkiej burzy mózgów zdecydowaliśmy, że będziemy kierować się na północ, w kierunku Utah. Po drodze zwiedzimy Kanion Antylopy i Horseshoe Bend, a następnego dnia dotrzemy do Bryce’a. Tylko jeden dzień opóźnienia, ale za to dwie nieplanowane rzeczy na liście.

 

Wyjechaliśmy z kempingu koło 9, ale zbyt wiele nie przejechaliśmy. Musieliśmy zatankować i naładować baterie do aparatu na najbliższej stacji benzynowej.
Godzina, którą tam spędziliśmy pozwoliła nam na leniwe przyglądanie się klientom. 99% z nich to byli Indianie – uśmiechnięci, życzliwi, pełni niewypowiedzianego spokoju i dobroci. Z ciekawością przyglądałam się ich urodzie, ciekawemu kolorytowi twarzy i pięknym rysom. U kobiet najbardziej zachwyciły mnie włosy. Są grube i sztywne. Indianie nie obcinają swoich włosów, ponieważ w ich wierzeniach włosy mają specjalne znaczenie. Zależy ono oczywiście od plemienia, ale na ogół wierzy się, że we włosach kryje się dusza, że włosy zachowują wspomnienia. I to właśnie dzięki temu na ulicach tamtejszych miasteczek można spotkać Indianki z włosami po kolana. Niesamowity widok.

Yah’anida’aldahi czyli łazienka w języku Indian Nawaho

 

Po dłuższej chwili spędzonej na stacji ruszyliśmy w drogę. Naszym celem był Kanion Antylopy. Nie będę oryginalna mówiąc, że trasa nie była niczym specjalnym. Suche stepy, skąpa roślinność i kolorowe skały. Krajobraz usypiał, słońce przyjemnie ogrzewało nas przez szybę, a klimatyzacja zdawała się niewystarczająco nas chłodzić.

 

 

Antelope Canyon

Po ponad godzinie jazdy dojechaliśmy w końcu do Kanionu Antylopy. Kanion Antylopy to kanion szczelinowy powstały w wyniku wymywania piaskowca Nawaho przez powodzie błyskawiczne. Znajduje się on w Arizonie, niedaleko miasta Page i dzieli na dwie części: górny, czyli Upper (położony nad ziemią) oraz dolny – Lower (znajdujący się pod ziemią).

Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do Upper Antelope Canyon. Z tego co wyczytałam w internecie to właśnie ten kanion jest piękniejszy i wart zobaczenia. W końcu to tutaj zrobiono najdroższe zdjęcie świata warte 6 mln USD. Kolejka jaką zobaczyliśmy przed jednym z biur organizujących wejścia sprawiła, że na chwilę odechciało nam się zwiedzania. W dodatku dowiedzieliśmy się, że najbliższe wolne miejsca są na godzinę 14:00 i albo decydujemy się od razu albo nie. Rezerwacja na miejscu nie jest możliwa. Była godzina 10:00. Coś nam się jednak nie zgadzało. Wskazówki naszych zegarków wskazywały jak nic 11:00.

Zarówno Utah jak i Arizona mają ten sam czas, znajdują się bowiem w Mountain Time Zone. Kanion Antylopy znajduje się jednak w rezerwacie Indian Nawaho, na którego terenie nie obowiązuje Daylight Saving Time, czyli wiosenna i zimowa zmiana czasu. Co za tym idzie, w sierpniu jest tam o godzinę wcześniej. Skomplikowane? E tam, nie żartujcie 😉 Jedno jest pewne, po wizycie w Antelope Canyon przestaliśmy na dobre zastanawiać się, która jest godzina.

Stojąc w kolejce do kupienia miejsca w Upper AC i główkując, czy aby na pewno 48$ od osoby to dobra cena, spotkałam Polaka oprowadzającego wycieczki po kanionie. Po chwili rozmowy doradził mi, abyśmy pojechali do Lower Antelope Canyon. W porównaniu do Upper jest mniejszy, bardziej klimatyczny i jeszcze ładniejszy. W dodatku do Upper lepiej jechać do południa ze względu na korzystniejsze oświetlenie i pojawiające się słupy świetlne.

Pojechalimy do Lower AC, a tam kolejna taka sama jak nie większa, ale przynajmniej czas oczekiwania wynosił tylko godzinę. Zapłaciliśmy za bilety (25+8 od osoby) i cierpliwie czekaliśmy na naszą kolej. Po chwili okazało się, że oczekiwanie na wejście przeciągnie się o kolejną godzinę. Wejścia do kanionu mają lekkie opóźnienie i nasza grupa z 11:45 wejdzie dopiero o 12:40. W dodatku w środku Visitors Center i tak będziemy zmuszeni czekać kolejne dwie godziny, aby zejść na dół. Tak to działa, albo pasuje albo do widzenia. Aby nie tracić czasu zdecydowaliśmy się pojechać do Horseshoe Bend, a później wrócić do kanionu. Dzięki uprzejmości pracującej w AC Indianki udało nam się dogadać, że jeśli chwilę się spóźnimy to i tak pozwoli nam wejść z naszą grupą.

 

 

Horseshoe Bend

20 minut drogi od Kanionu Antylopy znajduje się Horseshoe Bend – malowniczy kanion w kształcie końskiej podkowy, wyrzeźbiony przez wody rzeki Kolorado. Miejsce to znane jest z najpiękniejszego widoku na rzekę. To właśnie tu jej wody mienią się różnymi kolorami. Przechodzą od niebieskiego, przez turkusowy do zielonego i kontrastują z czerwienią skał.
Zaparkowaliśmy na parkigu przy Horseshoe (parking jest darmowy i ledwo dostrzegalny) i udaliśmy się na spacer. 3/4 mili to niby nie tak wiele, jednak w 35 stopniowym upale i bez centymetra cienia zaczyna się dłużyć i być nie do zniesienia.
Dotarliśmy na miejsce. Stojąc na skraju klifu miałam tylko jedną myśl w głowie (no dobra, może dwie). “Wow, jak tu pięknie” i “to miejsce wygląda jak z Photoshopu”.

I tak faktycznie jest. Horseshoe Bend wygląda na żywo jakby był podrasowany jakimś filtrem w programie do obróbki. Wszystko jest tu niezwykle ostre i żywe, a kolory zachwycają. Siedząc na skraju skały myślałam sobie, że oto w tym miejscu zaczyna się tegoroczna przygoda. Prawdziwa przygoda. Że te wszystkie miejsca, które zamierzamy zobaczyć właśnie tak wyglądają – są nieprawdopodobnie piękne, fotogeniczne i pisze się o nich w magazynach podróżniczych. I teraz ja opiszę je u siebie na blogu. Żeby nie zapomnieć i zapamiętać na zawsze.

Po dłuższej chwili spędzonej przy Horseshoe i kilkudziesięciu zdjęciach musieliśmy wracać do Kanionu Antylopy. Powrót do samochodu zdawał się być jeszcze trudniejszy. Słońce grzało niemiłosiernie mocno, a osłabienie organizmu dawało o sobie znać. Mieliśmy wodę (bez tego ani rusz), ale przy takiej temperaturze mało nam to dawało.

 

 

Lower Antelope Canyon

Do Lower Antelope Canyon przyjechaliśmy trochę spóźnieni. Okazało się, że nasza grupa już dawno weszła i że przegapiliśmy naszą kolej, a co za tym idzie możliwość zwiedzania. W pierwszej chwili nie wiedzieliśmy, czy to jakiś żart, ale na szczęście udało nam się wytłumaczyć co i z kim ustalaliśmy i chwilę później dogoniliśmy naszą grupę i poznaliśmy przewodnika. Na samym początku ustawił parametry naszych aparatów na te najlepsze z najlepszych, abyśmy mogli zrobić najpiękniejsze zdjęcia ever. Następnie powiedział co możemy, a czego nie. W Lower Antelope Canyon nie można robić zdjęć stojąc na stopniach schodów, należy trzymać się poręczy obydwoma rękami, trzeba podążać za grupą i nie opóźniać zwiedzania. I tak każdy będzie miał możliwość zrobienia sobie wyjątkowego zdjęcia bez tłumów turystów. Przewodnicy już o to dbają.

 

Zeszliśmy na dół i od razu wszyscy zaczęli spoglądać do góry. Dzięki milionom lat wymywania ściany piaskowca są powyginane w przeróżne kształty, które zmieniają się w zależność od tego jak na nie patrzymy, pod jakim kątem itd. Do tego te wspaniałe kolory przechodzące od pomarańczowego do burgundowego. Jest się czym zachwycać.

Wizyta w Lower Antelope Canyon trwa około godziny i posuwa się do przodu w tempie umiarkowanym. To nie tak, że grupa biegnie za przewodnikiem. Krok jest spokojny, chociaż nie powiem, że mnie to jakoś wystarczało. Co chwilę odstawałam od grupy, żeby zrobić dodatkowe zdjęcie i właśnie wtedy, gdy miałam kanion sama dla siebie i cykałam sobie fotki, że aż miło, słyszałam głos przewodnika dobiegający gdzieś z przodu: “Pooolaaaaand!!!!!!”. A niech to!

To ile zapamiętamy z danego miejsca w dużej mierze zależy od osoby oprowadzającej. Może dlatego, że szłam z tyłu, a może dlatego, że nasz przewodnik niekoniecznie dużo tłumaczył, zapamiętałam tylko to, że wiele skał kształtem przypomina pyski zwierząt (lwa czy antylopy). I faktycznie, za każdym razem gdy patrzyłam na jakąś skałę, widziałam w niej inne zwierze.

Trasa w Lower AC nie należy do najtrudniejszych. W większości prowadzi po równym terenie pod ziemią, ale jest też kilka miejsc, gdzie należy się wspiąć po stromej drabinie. Indianie z plemienia Nawaho zrobili z tego miejsca niezły biznes. Tylko oni organizują wycieczki i mają na to miejsce całkowitą wyłączność. Podobno z roku na rok wejścia do kanionu są coraz szybsze, a grupy bywają przeludnione. No cóż, jesteśmy w Ameryce. Tu “time is money“, a “business is business“. Jeśli jednak przestaniemy patrzeć na Kanion Antylopy przez pryzmat tabunów ludzi i pospieszających ich przewodników, to miejsce nas zaczaruje. Mnie zaczarowało. Prawdziwa magia!

 

Po wyjściu z kanionu i pożegnaniu się z przewodnikiem podeszła do nas para turystów z Mongolii i zapytali po angielsku skąd jesteśmy. Odpowiedzieliśmy, że z Krakowa. Na co sympatyczna pani Mongołka odparła, już po polsku, że była w Krakowie i zna to miasto. Jak się okazało zarówno ona, jak i jej syn, mówią płynnie po polsku i mieszkają w Warszawie. Byliśmy zdziwieni, zaskoczeni, zaciekawieni i zadowoleni w jednym. W najśmielszych snach nie spodziewaliśmy się, że na naszej trasie spotkamy Mongołów mówiących po polsku. Fajnie!

 

 

Było po 16:00. Zdecydowaliśmy, że powoli będziemy kierować się w stronę Bryce Canyon, zatrzymując się w niedalekim mieście Page na szybkie zakupy w Walmarcie. Kupiliśmy co mieliśmy kupić, zjedliśmy kurczaka z rożna na parkingu przed autem i ruszyliśmy w trasę.

 

Przekraczając granicę Arizony z Utah, mieliśmy nadzieję, że tego wieczoru znajdziemy campground z prysznicami. Tuż po 19 dotarliśmy w okolice Zion National Park, a dokładnie do miasteczka Mt Carmel Junction. Zatankowaliśmy i zaczęliśmy wypytywać mieszkańców o kempingi. Jeden z nich był tylko dla RV.
Pojechaliśmy do Orderville, gdzie miał się znajdować kemping zarówno dla RV jak i dla namiotów. I tym razem pudło. Przerażający właściciel kempingu nie chciał dać nam miejsca, bo jest za blisko RV, bo coś tam, a w ogóle to nie ma miejsc dla namiotów.

Zniechęceni i zrezygnowani (ale i przyzwyczajeni do takich akcji) pojechaliśmy do kolejnego miasteczka, które nam polecono. Bauer’s Canyon Ranch RV Park znajdował się tuż przy drodze. W pierwszej chwili pomyśleliśmy sobie, że RV Park nie brzmi obiecująco, ale za chwilę zobaczyliśmy tabliczkę z napisem “Tent sites“. Byliśmy uratowani! Tylko, że był jeszcze jeden mały problem – było dobrze po 19, a recepcja otwarta była do 18:00. Czytając po raz trzeci cennik, zauważyliśmy małym druczkiem jedno, najważniejsze zdanie: “If reception is closed, find your place, help yourself and pay tomorrow. Thanks!” (“Jeśli recepcja jest zamknięta, znajdź sobie miejsce, rozgość się i zapłać jutro. Dzięki!”). Co jak co, ale tą amerykańską dobroduszność i zaufanie do drugiego człowieka uwielbiam.
Zrobiliśmy, co nam kazano. Znaleźliśmy miejsce, rozłożyliśmy namiot i zrobiliśmy kolację. Popijając herbatę i patrząc w gwieździste niebo zdecydowaliśmy, że zostaniemy tu na dwie noce. W końcu mamy kemping idealny.

 

 

Praktyczne informacje:

Horseshoe Bend: 

  • Rewelacyjny widok na rzekę Kolorado.
  • Bezpłatny parking.
  • Dojazd: Hwy 89 z miasta Page w kierunku Grand Canyon.

 

Upper Antelope Canyon: 

  • Opłata za wjazd na teren rezerwatu Indian Nawaho: $8.
  • Opłata za zwiedzanie: $40.
  • Do kanionu dojeżdża się jeepami biur, które organizują zwiedzanie.
  • Wizyta w kanionie trwa 1,5h.
  • Istnieje możliwość zarezerwowania miejsc przy zakupie przez Internet. Na miejscu rezerwacje nie są możliwe.
  • Nie wolno robić selfie, kręcić filmów ani używać kamer GoPro. Dozwolone tylko robienie zdjęć.
  • Możliwe jest wykupienie sobie dwugodzinnej wycieczki Professional Photography Tour: $120.
  • Zapas wody, filtr przeciwsłoneczny, nakrycie głowy i wygodne obuwie są konieczne dla bezpiecznego zwiedzania kanionu.
  • Zaleca się dokładne sprawdzenie pogody na dany dzień i daną godzinę. W przypadku deszczu nie powinno się wchodzić do kanionu ze względu na zbyt duże ryzyko powodzi i podtopień.
  • Więcej informacji na stronie http://navajotours.com/ lub https://www.antelopecanyon.com/

 

Lower Antelope Canyon: 

  • Opłata za wjazd na teren rezerwatu Indian Nawaho: $8.
  • Opłata za zwiedzanie: $25.
  • Do kanionu schodzi się na własnych nogach.
  • Wizyta w kanionie trwa ok. 1h.
  • Istnieje możliwość zarezerwowania miejsc przy zakupie przez Internet. Na miejscu rezerwacje nie są możliwe.
  • Nie wolno robić selfie, kręcić filmów ani używać kamer GoPro. Dozwolone tylko robienie zdjęć.
  • Możliwe jest wykupienie sobie dwugodzinnej wycieczki Photographer Tour: $47.
  • Zapas wody, filtr przeciwsłoneczny, nakrycie głowy i wygodne obuwie są konieczne dla bezpiecznego zwiedzania kanionu.
  • Zaleca się dokładne sprawdzenie pogody na dany dzień i daną godzinę. W przypadku deszczu nie powinno się wchodzić do kanionu ze względu na zbyt duże ryzyko powodzi i podtopień. Przewodnik na początku wycieczki informuje o przewidywanej pogodzie.
  • Więcej informacji na stronie http://lowerantelope.com/

 

Sprawdzony nocleg: 
Bauer’s Canyon Ranch RV Park – $20 za namiot za 2 osoby, plus każda dodatkowa osoba $2. Na terenie kempingu działa Wi-Fi. Jest pralnia oraz czyste toalety z prysznicami.

 

Przeczytaj również:
Road Trip po USA czas zacząć – dzień 1 i 2 
Utah, Arches i Monument Valley – dzień 3

Cześć Utah, to znowu my! Bryce Canyon i Zion – dzień 5
Marzenia się spełnia, czyli Grand Canyon Colorado – dzień 6
Grand Canyon, Hoover Dam i koszmar w Las Vegas – dzień 7
Viva czy nie viva Las Vegas? – dzień 8
Zobaczyć Dolinę Śmierci i przeżyć – dzień 9