Po filmach Smarzowskiego można się spodziewać wszystkiego, tylko nie tego, że jego obrazy są nudne. Tak było i tym razem. “Wołyń” nie zawiódł. Mocny, kontrowersyjny, ważny i straszny – otwiera oczy i pokazuje do czego może prowadzić skrajne oddanie ojczyźnie i brak szacunku do życia drugiego człowieka.

Wojtek Smarzowski opowiada historię Wołynia z perspektywy Zosi Głowackiej (Michalina Łabacz). Zosia to młoda, piękna polska dziewczyna o typowej słowiańskiej urodzie, zakochana w Petrze (Wasyl Wasylik), Ukraińcu. Miłości tej nie akceptuje ojciec dziewczyny (Jacek Braciak), który ma już dla niej idealnego kandydata, sołtysa Macieja (Arkadiusz Jakubik). Miłość młodych można by porównać do znanych nam dobrze Romea i Julii. Niestety, ich historia skończy się dużo bardziej tragicznie.

wolyn2

Pierwsza, dość długa scena to ślub siostry Zosi z jej Ukraińskim narzeczonym. I można by wnioskować z tego, że mamy do czynienia z folklorystycznym wydaniem romansu. Jest para młoda, są lokalne tradycje, przyśpiewki czy swady między sąsiadami. Nic bardziej mylnego – ta historia nie ma nic wspólnego z radością młodych zakochanych.

Smarzowski cofa się w czasie do lat 1943-44 i stara nam się przedstawić historię tego, co wydarzyło się na Wołyniu. Nienawiść Ukraińców do Polaków podjudzana jest na każdym kroku. Sąsiad patrzy wrogo na sąsiada. Ksiądz głosi antypolskie kazanie, w którym Polacy porównani zostają do chwastów. Brat namawia brata do zabicia jego żony. Tylko, że nie jest to zwykłe zabijanie (o ile zabijanie może być dla kogoś zwykłe). To zabijanie jest okrutne, jest barbarzyńskie, jest obrzydliwe.

Okupacja sowiecka, Niemcy, a później Banderowcy i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów zgotują Polakom prawdziwe piekło. Czytałam, że Aleksander Korman (badacz ludobójstwa wołyńskiego) wyodrębnił ponad 300 sposobów zadawania śmierci Polakom przez Ukrainców. W filmie jest ich dużo mniej, ale mimo to nie pozostawiają człowieka obojętnym. Bo jak tu można spokojnie patrzeć na rozrywanie ciała końmi, obdzieranie na żywca ze skóry, wydłubywanie oczu, palenie żywcem, rozdzieranie brzucha ciężarnej kobiety czy wieszanie ludzi?

wolyn3

Smarzowski odrobił swoją lekcję historii. Perfekcyjnie oddane realia historyczne i dbałość o szczegóły zadziwiają. Widać, że przedstawiona ceremonia ślubu jest prawdziwa. Tradycje, obrzędy, folklor lokalny, zaśpiewki są tu odtworzone z ogromną dbałością. Chaty wołyńskie czy ubiór wyróżniający Polaków i Ukraińców, ich język i ich zabobony – to wszystko jest tutaj oddane tak, jak powinno; tak, abyśmy uwierzyli, że to prawda.

 

Wielkie brawa dla obsady, a szczególne uznanie należy się młodziutkiej Michalinie Łabacz, która wcieliła się w swoją rolę fenomenalnie, co z pewnością łatwe nie było i dzięki temu zgarnęła nagrodę za najlepszy debiut na festiwalu w Gdyni. Dzięki jej kreacji wczuwamy się w losy bohaterki, boimy się o nią, podziwiamy za wytrwałość i mamy nadzieję, że uda jej się przeżyć. Mamy też tutaj innych świetnych, doświadczonych polskich aktorów – Jacek Braciak, Arkadiusz Jakubik, Iza Kuna, Lech Dyblik, Tomasz Sapryk czy Wojciech Zieliński.
Smarzowski wie jak dobrać sobie ekipę, żeby wyszedł świetny film.

wolyn4

Historia masakry, historia postaci oraz każdy drobny szczegół gra tutaj ją ważną rolę. Nie sposób jednak nie zauważyć, że dla Smarzowskiego niezwykle ważne są tutaj symbole. Symbole, z którymi utożsamiają się mieszkańcy Wołynia; symbole, dla których są gotowi mordować Ukraińcy. Ślub, symbol szczęścia, który jest początkiem końca miłości zakochanych. Pogrzeb Rzeczypospolitej czy święcenie w cerkwi siekier, kos i sierpów symbolizują koniec żywota ofiar Ukraińców. Ksiądz, osoba mająca symbolizować dobro i religijność, pojudza do ludobójstwa i święci śmiercionośne narzędzia.

 

“Wołyń” Smarzowskiego dogłębnie dotyka i przeraża, bo ukazuje bestialską naturę człowieka, który w imię wyższej idei jest w stanie posunąć się do wszystkiego. Piszę tę recenzję w 2 godziny po wyściu z kina i dalej nie mogę się otrząsnąć. Ten film wywarł na mnie tak ogromne wrażenie, że nie jestem w stanie myśleć o niczym innym, a przed oczami mam niektóre sceny mordu. Emocji, które towarzyszą widzomi podczas oglądania tego filmu nie da się opisać.

 

Nie lubię się bać. Nie po to idę do kina, żeby przez cały seans siedzieć jak na szpilkach. Dlatego też nie chodzę na horrory, bo uważam, że to bez sensu iść do kina dla przyjemości i bać się. Na “Wołyniu” cały czas się bałam, bałam się też po i boję się nadal. Boję się tego, że ludzie są zdolni do takiej rzezi i mam nadzieję, że to się już nigdy nie powtórzy. Takie filmy jak ten są potrzebne. Zmuszają do myślenia i pokazują prawdę. Byle byśmy umieli odczytać przestrogę, którą za sobą niosą.

 

“Ważne jest żeby ludzie pomyśleli, że Wołyń – i to, co się dzieje nie tylko na Ukrainie, ale w Polsce, gdy na ulice wychodzą narodowcy i biją człowieka za to, że mówi w innym języku – to wcale nie są takie obce światy” – mówi reżyser Wojciech Smarzowski.

 

Kinga Gajewska
Follow me

Kinga Gajewska

Spodobał Ci się ten post?
- Udostępnij komentarz na Facebooku (będę zaszczycona)
- Polub mój funpage (będę wiedzieć czy to moje bazgrolenie ma sens)
- Zostaw komentarz. Może chcesz coś dodać, czymś się podzielić, coś poprawić. Chętnie się o tym dowiem.
Kinga Gajewska
Follow me