Czasami nachodzą nas inne, dziwne smaki. Nie mamy ochoty na pizzę, ani na pierogi, a już na pewno nie na chaczapuri. Tęskni nam się wtedy za tadżinem z wołowiną, migdałami i suszonymi śliwkami, którego jedliśmy w Marrakeszu.
To właśnie w takich chwilach szukamy nowych smaków na naszym krakowskim rynku gastronomicznym.

Tak też trafiliśmy na restaurację White Camel, reklamującą się jako “smak Galilei”. Chcieliśmy zjeść coś orientalnego, a zapowiedź arabsko-izraelskiej kuchni konkretnie nas zachęciła.

 

Ten “Biały Wielbłąd” to niewielki lokal przy ul. św. Wawrzyńca 24 na krakowskim Kazimierzu. Ulica św. Wawrzyńca jest uczęszczana tylko z jednego powodu. No dobra, może z trzech. Jest tam Skwer Judah, Stara Zajezdnia i oddział MPK (to dla tych, którzy jeżdżą na gapę). Dlatego też, widok zajętych zaledwie dwóch stolików nie zraził nas absolutnie. Co więcej, byliśmy przekonani, że nie każdemu chce się tu dotrzeć.

 

Sama restauracja nie kusi niczym specjalnym. Wnętrze jest urządzone raczej surowo i minimalistycznie, a wzrok przyciągają delikatne orientalne akcenty i… prawdziwe drzewo oliwkowe rosnące na samym środku sali.

 

Salę obsługują dwie osoby płci żeńskiej, dwie panie kelnerki, którym brakuje trochę uśmiechu, ale nadrabiają grzecznym zachowaniem. Co więcej, po raz pierwszy od dawna nie musieliśmy się upominać o angielską wersję menu. Dostaliśmy dwie różne wersje językowe już na samym początku, a przez cały czas kolacji obsługiwano nas w języku angielskim. Fajnie, z szacunkiem do klienta obcojęzycznego.

 

Jak to zwykle bywa chcieliśmy zamówić wszystko, co znajdowało się w karcie. Powstrzymał nas od tego widok przystawek znoszony do stolika obok. Zapomniałam powiedzieć o najważniejszym! Tutaj, do każdego dania głównego podawany jest zestaw przystawek, hummus i falafel. I my właśnie przy takich dwóch zestawach głównych pozostaliśmy. Do tego herbata parzona w ogromnym dzbanku i czuliśmy się jak na  Bliskim Wschodzie.

 

 

Powiem tak, już od samego patrzenia na te przystawki można się najeść. Czego tu nie ma! Jest hummus – przepyszny, świeży, konkretny i nieprzegadany. Są świeże kulki falafela, chlebki i ogrom miniaturowych dań. Znalazłam tu taką niby zwyczajną sałatkę z pomidora, cebuli i ogórka, ale smak miała taki jak ta, którą uraczono nas w pierwszy wieczór w Maroku. Były talarki marchewek moczone w sosie cytrynowym (co to były za marchewki!), sałatka z czerwonej cebuli, różyczki kalafiora w orientalnych przyprawach oraz sałatki z kapust (jedna z białej, druga z czerwonej), które podbiły nasze serca. Nie lubię się dzielić tym, co mi smakuje i zawsze mam nadzieję, że Kot kapusty “niet“. Tutaj, niestety, musiałam odpuścić. Kapusta była za dobra, abym mogła ją spałaszować w samotności.

 

 

Nadeszły dania główne – dla mnie Seeneya Kofta Tahini, a dla Kota – mix grillowanych mięs, w którym znajdowały się kofta, żeberka jagnięce i szaszłyk. Do każdego dania głównego dodawane są frytki plus cały czas dostępne są wcześniejsze przystawki.
Widać, że frytki są domowe, dobrze usmażone, chrupiące i miękkie.
A mięsa? Mięsa to poezja! Moja kofta to były tak naprawdę trzy ogromne kotlety mięsne z orzechami piniowymi. Myślałam, że orzechów to będę musiała ze świecą szukać, bo przecież jesteśmy w Polsce, a tu pinoli są drogie. Nic podobnego, talerz miałam cały w orzechach. Mix mięs również niczego sobie. Wszystko dobrze przyprawione, soczyste, dobre w smaku – po prostu świetne mięsne dania w orientalnym stylu.

 

Siedzieliśmy sobie w spokoju, zajadając się z wielką przyjemnością. Nikt nam nie przeszkadzał i nie pytał co 5 minut czy smakuje (jak ja tego nie lubię!). Wyszliśmy z Wielbłąda najedzeni i zadowoleni, że mamy w Krakowie małą namiastkę arabskiego świata. A ja miałam jeszcze obiad na następny dzień.

 

 

Do “White Camel” zaglądniemy jeszcze nie raz. Dość często mamy smaka na orient, a to miejsce jest do zaspokojenia takiego głodu idealne. Poza tym, chcemy sprawdzić, czy jakość jaką zastaliśmy za pierwszym razem będzie taka sama i czy dania rybne są równie rewelacyjne.

 

“White Camel” polecam tym, którym znudziły się już jedne i te same restauracje, tym, którzy szukają kulinarnych nowości oraz tym, którzy tęsknią za smakami bliskowschodnimi. Może nie przejedziecie się tu na Wielbłądzie, ale Wasze kubki smakowe na pewno będą mile zaskoczone. I podczas obiadu, i podczas kolacji.

 

White Camel, ul. św. Wawrzyńca 24
Cena za dwuosobową kolację: ok. 70zł
Strona www: http://www.whitecamel.eu/

Kinga Gajewska
Follow me

Kinga Gajewska

Spodobał Ci się ten post?
- Udostępnij komentarz na Facebooku (będę zaszczycona)
- Polub mój funpage (będę wiedzieć czy to moje bazgrolenie ma sens)
- Zostaw komentarz. Może chcesz coś dodać, czymś się podzielić, coś poprawić. Chętnie się o tym dowiem.
Kinga Gajewska
Follow me