Tak mi się trochę wydaje, że nazwisko “Beksiński” stało się ostatnio bardzo modne. Najpierw pojawiła się informacja, że w październiku 2016 roku otwarta zostanie galeria obrazów Beksińskiego w Krakowie, później wydana została książka “Beksińscy. Portret podwójny” (jeszcze nie czytałam), a teraz do kin wszedł film, opowiadający historię Beksińskich pt. “Ostatnia rodzina“. Premiera jutro, ale ja skorzystałam z prapremiery i obejrzałam ten film już tydzień temu. Czy warto? Zapraszam do lektury.

 

 

Opowieść o rodzinie rozpoczyna się flash-forwardem, ukazującym scenę z 2005 roku, w której Zdzisław Beksiński udziela wywiadu. To, co słyszymy jest na tyle dziwne, nieoczekiwane i zaskakujące, że możemy się łatwo domyślać, z czym będziemy mieć do czynienia w ciągu ponad 2 godzin.

Jest rok 1977. Rodzina Beksińskich urządziła się już w mieszkaniu na budującym się właśnie osiedlu (typowym blokowisku) w Warszawie. Uznany malarz (Andrzej Seweryn), jego żona Zofia (Aleksandra Konieczna) i dwie babcie Beksińskie. Syn Zdzisława, Tomasz (Dawid Ogrodnik) dostaje swoje własne mieszkanie i nadzieję rodziców na wydoroślenie. Szybko zauważamy, że długometrażowy obraz w reżyserii Jana Matuszyńskiego bazuje między codziennym malowaniem Zdzisława, a napadami depresyjnymi Tomasza. Tomasz, dziennikarz muzyczny i tłumacz, to dziwak i choleryk, który po tysiąckroć stara się popełnić samobójstwo i ma ogromne problemy w kontaktach damsko-męskich. Pomiędzy swoimi mężczyznami stoi Zofia, kochająca żona i matka, ostoja rodziny. Wrażliwa i inteligentna, potrafi zażegnać każdy kryzys, rozłożyć na czynniki pierwsze każdy problem. Jest na każde ich zawołanie, pomaga w każdej sytuacji, martwi się, dba o dom i opiekuje się babciami Beksińskimi. Zofia to prototyp matki Polki – oddana rodzinie i rezygnująca z własnej osoby dla dobra innych.

ostatniarodzina

 

A ci inni wcale łatwi nie są. Babcie jeszcze jeszcze, z mężem też można dojść do porozumienia (chociaż ma swoje dziwne przyzwyczajenia), ale najtrudniejszy jest Tomasz.
Nie będę Wam zdradzać każdej sceny krok po kroku, bo nie ma to sensu. Obraz opowiada historię rodziny Beksińskich. Koniec i kropka. Można więc się domyślać tego, co zobaczymy na ekranie.

 

Beksińscy byli specyficzni i taki też jest ten film. Ponury, ale jednak śmiejemy się z niektórych scen; prawdziwy, ale nie chcemy wierzyć, że ta historia faktycznie miała swój bieg. “Ostatnią rodzinę” ogląda się w oczekiwaniu na coś, ze wstrzymanym oddechem, w totalnym skupieniu.

Na co czekamy? A no na śmierć, bo to ona jest tutaj jedynym pewnikiem. Nie rzeczywistość, nie sztuka, nie rodzina. Śmierć. Czekają na nią wszyscy. I w tym czekaniu powoli się z nią oswajają. Tomasz przez próby samobójcze, Zdzisław przez swoje własne malarstwo, babcie i Zofia przez choroby. Śmierć jest czymś naturalnym i nieuniknionym. Memento mori! – zdają się przekazywać nam bohaterowie.

ostatnia-rodzina

Film Matuszyńskiego jest bardzo dobrze wykonany. Obserwujemy całą rodzinę gdzieś z boku i powoli zaczynamy się z nią utożsamiać, kibicować jej. To podpatrywanie jest trochę takim współczesnym odpowiednikiem reality show – gotujemy z nimi ziemniaki, towarzyszymy w kłótniach, ostatnich momentach, napadach rozwolnienia.

Dodatkowo, lata 70-80-90 oddane są idealnie. Przedmioty, których używają bohaterowie są realne, takie jakie wtedy były. Suszarka, której Beksiński używa do suszenia płótna, była też u nas. Mama suszyła mi nią włosy. Mój Tato też miał taką kamerę jak Beksiński. Do tej pory leży ona w naszym domu. Do tego płyty winylowe, kasety VHS z filmami, magnetofony, szklane butelki po Coca-Coli. Co lepsze, z roku na rok, z dekady na dekadę życie Beksińskich wydaje się być identyczne. Zmieniają się tylko używane przedmioty i gadżety (telefon, kamera, aparat fotograficzny)… no i jeszcze fryzura Tomasza. Reszta pozostaje bez zmian.

ostatnia_rodzina

 

Świetna gra głównych postaci. Andrzej Seweryn w roli Beksińskiego jest rewelacyjny. Wiernie oddaje wszystkie manie malarza (muzyka klasyczna podczas malowania, kręcenie kamerą, zlizywanie talerza po jedzeniu, czarny humor, strach przed okazywaniem uczuć). Seweryn/Beksiński jest takim zwykłym człowiekiem, ubranym jak każdy szary Polak, w domu zmieniający buty na kapcie. Elokwentny i inteligentny, pięknie posługujący się polszczyzną, ale mający swoje ulubione zwroty językowe, nieśmiały, niewierzący w swoje umiejętności, lekko wycofany.

Przy Sewerynie każdy wypada gorzej (no może poza Aleksandrą Konieczną). Dawid Ogrodnik, grający Tomasza, nie jest już taki bezbłędny. Ma trudną rolę – tego nie da się zakwestionować – ale wydaje się jakby jego gra strasznie go wyczerpywała. Jego Tomasz jest przedstawiony jako choleryk, psychiczny syn genialnego malarza, nieprzewidywalny i niedorosły młodzieniec. Sfrustrowany, mający wiecznie problemy (jak nie z kobietami to z samym sobą), niepotrafiący odnaleźć się w społeczeństwie. Jego rola jest trochę zbyt przerysowana i po pewnym momencie zaczyna (niestety) nużyć.

ostatnia

 

“Ostatnia rodzina” – portret rodziny zwykło-niezwykłej. Dziwnej, prawdziwej, kochającej się na swój sposób. To historia opowiadająca o relacjach między członkami rodziny. Nie zawsze jest kolorowo, nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli, ale jest. W końcu rodzina “to grono ludzi, którzy tak jak się lubią, tak samo się nie znoszą”. Czy “Ostatnia rodzina” opowiada o każdej polskiej rodzinie? Nie wiem, na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

 

Lubię takie filmy. I lubię, gdy takie filmy są doceniane i gdy przyznaje się im nagrody. “Ostatnia rodzina” zgarnęła już nagrodę za najlepszy film na festiwalu w Gdynii, a Seweryn i Konieczna otrzymali nagrody za najlepsze kreacje aktorskie. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy.
Film jest rewelacyjny i wiem, że na pewno obejrzę go po raz kolejny.


Save

Save

Save