Teneryfa ma do zaoferowania wiele. Bardzo dużo. Trzy dni na Teneryfie to prawdziwe szaleństwo. Przejaw odwagi, głupoty albo chęć sprawdzenia ile faktycznie można zobaczyć. Które kierowało mną? Nie wiem. Mój cel był inny, a zrozumienie powagi sytuacji przyszło z czasem.

Było ciężko, nie powiem. Trzeba było dobrze zarządzać każdą minutą, podjąć ważne decyzje, zdecydować co ważne i ważniejsze.

Udało się! Wypoczęłam, zobaczyłam, zwiedziłam, posmakowałam lokalną kuchnię i zdążyłam się zakochać. Całkiem nieźle jak na trzy dni, co nie?
Teneryfa w trzy dni? Da się! Będziesz czuć niedosyt, będzie Ci mało, ale zobaczysz, że warto tam wrócić jeszcze nie raz.

A oto lista 15 rzeczy, które w trzy dni można przeżyć. Czy warto? Odpowiedz sobie sam.

 

 

1. Posiedzieć na murku i pogapić się na Ancatilados de Los Gigantes.

Piękne i majestatyczne klify są jednym z miejsc “must see” na Teneryfie. Ich widok robi wrażenie. Masywne wulkaniczne skały wyłaniają się z Adriatyku na wysokość 600 metrów. Znajdują się w miasteczku Los Gigantes, które jest spokojnym letnim kurortem. Podobno w okolicach klifów można zobaczyć żyjące na wolności delfiny, podobno. Ja ich nie widziałam, ale za to posiedziałam na murku tuż przy czarnej plaży i przez długą chwilę wpatrywałam się na klify. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, dlatego łapanie chwili i zapisywanie jej w odmętach pamięci było obowiązkowe.

 

 

2. Usiąść na plaży w Las Americas w oczekiwaniu na zachód słońca. Obserwować surferów, przejść się deptakiem i zjeść kolację z widokiem na ocean. 

Playa de las Americas to, obok Los Cristianos, jeden z najbardziej obleganych ośrodków turystycznych. Przy promenadzie, która porośnięta jest cudownymi palmami, znajdują się liczne markowe sklepy, bary, restauracje i dyskoteki.
Nie przepadam za takimi miastami, ale wiem, że mogą one niekiedy zaoferować piękny widok na morze (w tym przypadku ocean). Dlatego też Las Americas było świetnym miejscem na zachód słońca. Wielka żółta kula, zmieniająca powoli swoją barwę na krwistoczerwoną, zaczęła kłaniać się oglądającym jej spektakl widzom. Dookoła wysokie palmy i liczni surferzy zmagający się z wysokimi falami. Dzięki dobrym warunkom klimatycznym Las Americas to bardzo dobre miejsce dla miłośników windsurfingu, których jest tu całkiem sporo.

Na koniec pozostał spacer i kolacja z widokiem na ocean. Sangria w takim miejscu smakowała naprawdę wybornie.

 

 

3. Przejechać przez chmury i zobaczyć El Teide. 

Zmierzając na wulkan z Arony, gdzie mieszkałyśmy, można oglądać piękne widoki i zmiany krajobrazu. Sucha ziemia pokryta małymi palmami i licznymi kaktusami zmienia się nagle w górski las iglasty. To nie Zakopane, to nadal Teneryfa. Jadąc coraz wyżej przejeżdżamy przez Mar de Nubes, czyli morze chmur, które w tym regionie jest często spotykane. Na samym końcu tej drogi czeka na nas on.

El Teide. Czynny wulkan i zarazem najwyższy szczyt Hiszpanii (3718 m. n. p. m.) otoczony Narodowym Parkiem Krajobrazowym Cañadas del Teide. Widok, który się tu rozpościera jest naprawdę księżycowy, a gdzieniegdzie widać zaschniętą lawę, po której została poprowadzona droga.
Na szczyt wulkanu kursuje kolejka linowa Teleferico (koszt to 27€ w dwie strony). Niestety, żeby z niej skorzystać trzeba mieć chyba szczęście. Mocny wiatr i inne, nieznane bliżej warunki techniczne mogą sprawić, że kolejka będzie nieczynna przez cały dzień. Niestety, nie udało nam się wyjechać na samą górę. Problemy techniczne. Dlatego też musiałyśmy zadowolić się widokiem na dumnie górujący wulkan.

 

 

4. Podwyższyć sobie poziom adrenaliny jeżdżąc górskimi serpentynami i zobaczyć Mascę.

Zjeżdżając z wulkanu w stronę Maski, droga nie zapowiada się najgorzej. Jest nierówno i trochę trzepie autem, ale to przez drogę z lawy wulkanicznej. Nic nie zapowiada jednak tego, co następuje dalej. Wjeżdżając na teren pięknych, soczyście zielonych gór witają nas fantastyczne serpentyny na jeszcze lepszej stromej i wąskiej drodze dwukierunkowej. Jak wygląda tu wymijanie? Jak przejechać tu obok dużego autokaru? I co się dzieje gdy autokar spotyka autokar na zakręcie? Wybierzcie się do Maski. Adrenalina gwarantowana!

Masca to mała wioska położona na wysokości 600 metrów n.p.m, która podobno była kiedyś osadą Guanczów, pierwszych mieszkańców Teneryfy. Położona jest w pięknym i malowniczym otoczeniu, które zapiera dech w piersiach.
Jeśli chcecie ją zwiedzić i zejść w dół wąwozu do plaży, najlepiej przyjechać tu z samego rana. Nie ma tu wielu miejsc parkingowych, więc w późniejszych godzinach można mieć duże problemy z zaparkowaniem samochodu.

 

 

5. Stanąć na końcu świata i podziwiać piękno natury. 

Koniec świata to dla mnie szczyty w Górach Teno. Co chwilę natknąć się tu można na jakiś “mirador”, czyli punkt widokowy, z którego rozlega się bajeczny widok na góry i ocean w oddali. Warto gdzieś się zatrzymać i napawać tym widokiem. Jest pięknie!

 

 

6. Zjeść banana w Garachico.

Garachico to urocze miasteczko położone na północno-zachodnim wybrzeżu Teneryfy. Niezwykle malownicze, jedno z najstarszych miast Teneryfy. Moje ulubione. W 1706 roku zniszczone zostało przez spływającą lawę wulkanu Negro. Dzisiaj zachwyca basenami skalnymi El Caletón, wąskimi brukowanymi uliczkami, drewnianymi balkonami i uroczymi fasadami domów. Dobrze utrzymany i przyjemny plac główny z kościołem św. Anny zachęca do leniwego posiedzenia podczas poobiedniej sjesty. Warto zapuścić się trochę dalej, aby odkryć dom Królewny Śnieżki i 7 krasnoludków oraz aby oglądnąć z bliska plantację bananów. No i zjeść platana, oczywiście!

 

 

7. Podziwiać drewniane balkony w La Orotavie.

La Orotava to jedno z najpopularniejszych miast Teneryfy. Nazywane jest miastem kwiatów i drewnianych balkonów. Faktycznie, i pierwszych i drugich jest tu pod dostatkiem. W mieście znajduje się słynna Casa de Los Balcones, która zachwyca piękną fasadą oraz malowniczy i spokojny Jardin Victoria (ogród miejski), z którego rozpościera się widok na miejskie dachy, wieże i ocean. Popołudniowy spacer po La Orotavie nadaje temu miastu specyficzny klimat leniwej, hiszpańskiej sjesty. Tak było, a jedyne co wymagało od nas pełnej koncentracji i siły to strome uliczki (jak np. Cale de San Francisco).
Idealne miejsce na popołudniowy odpoczynek? Mały skwer tuż obok barokowego kościoła Nuestra Señora de la Concepción.

 

 

8. Przejść się po czarnej plaży w Puerto de la Cruz.

Puerto de la Cruz, znajdujące się w północnej części wyspy, znane jest ze swoich czarnych plaży. Playa Jardin i Playa Martianez – to one mnie skusiły. W końcu każdy chce zobaczyć ten czarny piasek tak bardzo niepasujący do stereotypowego wyobrażenia o plaży. Niestety, zawiodłam się trochę. A nawet bardzo. Może to ta pogoda (zimny wiatr, drobny deszcz i zachmurzone niebo), a może to zmęczenie. Żałowałam, że nie zostałam dłużej w La Orotavie. Samo miasto też mnie nie zachwyciło. Ogromne, nijakie, bez duszy. Spacer po czarnej plaży zaliczony. Można, ale czy warto? Jak dla mnie nie bardzo.

 

 

9. Przespacerować się po Los Cristianos i natrafić na wywieszoną polską fragę.

Los Cristianos to jedno z tych bardzo turystycznych miasteczek na południu wyspy, które ma do zaoferowania wszystko czego dusza zapragnie. Hotele, bary, kawiarnie, restauracje, sklepy i sklepiki, fontanny, koncerty na żywo oraz ogromny Hard Rock Cafe. Wieczorem ulice miasta są oświetlone wszystkimi kolorami tęczy i tętnią życiem. Pewnie dlatego tak bardzo przyciągają turystów. My wybrałyśmy się tu na wieczorny spacer, aby skierować się w stronę oceanu. Tam też znalazłam powiewającą na wietrze polską flagę. Jak się okazało, w Sensual Music Bar pracują Polacy. Fajna atmosfera, dobra muzyka i pyszne krewetki. Idealne miejsce na wieczorne tapas.

 

 

10. Wypić lokalne barraquito w Las Teresitas, przejść się wzdłuż plaży i wykąpać w oceanie.

Playa de las Teresitas to jedna z niewielu piaszczystych plaż na Teneryfie. Powstała tak naprawdę w 1973 roku kiedy to 270 tysięcy ton piasku zostało przewiezionych tu z Sahary. Podobno Teneryfa chciała mieć możliwość rywalizowania z Gran Canarią o piękne piaszczyste plaże i dlatego ta właśnie plaża zamieniła się w piaszczystą. Myślę, że warto było zwieść tu “trochę” piasku, bo Playa de las Teresitas zachwyca. Można poczuć się jak na Hawajach. Palmy, piasek, leżaki pod parasolkami i widok na pobliskie miasteczko umieszczone w skale. Panorama rozpościerająca się z pobliskiego punktu widokowego cieszy oko i wpisuje się w listę moich ulubionych miejsc na Teneryfie. Spacer po plaży, zamoczenie nóg w oceanie i wypicie barraquito w jednym z pobliskich barów to idealny sposób na dobry dzień.

 

 

11. Przejechać kolejne góry podziwiając ich różnorodność.

Przejażdżka przez góry Anaga z Las Teresitas na drugą stronę cypla odbiera mowę. Skąpa roślinność, marna zieleń, porastające skały kaktusy i opuncje figowe, ustępują miejsca bujnej, soczyście zielonej ale niskiej roślinności, która z kolei oddaje pałeczkę pierwszeństwa wysokim drzewom, tworzącym klimat niczym w lesie tropikalnym. Przejazd przez góry namacalnie uświadamia to, o czym informują przewodniki. Teneryfa to wyspa, na której spotkamy kilka stref klimatycznych. Mimo, że jest tu trochę daleko i nie każdy się tu zapędzi, to warto. Warto, bo można poznać prawdziwe oblicze wyspy i zmienić stereotypowe zdanie na jej temat.

 

 

12. Zjeść obiad w Roque de las Bodegas z widokiem na ocean i góry.

Kierując się w stronę Playa de Benijo (jedna z piękniejszych plaż Teneryfy) zatrzymałyśmy się w Roque de las Bodegas. Rozrzucone po oceanie czarne skały, wody przechodzące od bieli, przez szmaragd i lazur do mocnego granatu, zielone góry i skąpa przybrzeżna roślinność. Miejsce idealne na lokalny obiad na bazie ryb i owoców morza. Do tego słońce i błogi nastrój. Czy można chcieć czegoś więcej?

 

 

13. Posłuchać występu lokalnego zespołu w La Laguna i tańczyć w rytm muzyki. 

San Cristobal de la Laguna to pierwsza stolica Teneryfy. Została założona w XV w. nad laguną, którą osuszono w 1837 roku. Miasto słynie z pięknych rezydencji z jeszcze piękniejszymi fasadami, a jego centro ciudad jest wpisane na listę dziedzictwa UNESCO (jako jedna z dwóch rzeczy na wyspie. Ta pierwsza to oczywiście El Teide). Miasto warto zwiedzić ze względu na jego kanaryjską atmosferę i pobyć w nim trochę czasu. Spacer po Calle Obispo Rey Redondo oraz Calle San Agustin przyprawia o kręcz szyjny 😉 Jest tu bowiem tyle rzeczy do zobaczenia, że nie wiadomo, w którą stronę patrzeć. Kolorowe fasady kamienic cieszą oko i nadają La Lagunie specyficzny klimat.

A jeśli na którejś z tutejszych ulic lub placów uda Wam się natrafić na koncert lokalnego zespołu, rzućcie im 2 euro i dajcie się ponieść południowemu stylowi życia. Tańczcie, śpiewajcie i cieszcie się życiem. My mamy to za sobą.

 

 

14. Spojrzeć w niebo i oszaleć z wrażenia.

Rzadko patrzę w niebo. Nie mam po co. To krakowskie nie zachwyca. Dlatego też nie powtarzajcie mojego błędu, patrzcie w rozgwieżdżone niebo już od pierwszego wieczora. Można oniemieć i oszaleć z wrażenia. To, co dzieje się na teneryfskim niebie nie da się opisać słowami. Trzeba pojechać i zapatrzeć się na własne oczy.
P.S. Zdjęcia niestety brak, bo odebrało mi mowę. 

 

15. Zaplanować powrót na wyspę.

Nie, nie żartuję. Po trzech dniach czuję ogromny niedosyt i już nie mogę się doczekać kiedy tam wrócę. Na dłużej, na większym luzie, z lepszą znajomością hiszpańskiego. Bo Teneryfa to jedno z moich miejsc na ziemi. Tak czuję.