Listopad. Kolejny miesiąc. Kolejne wspomnienia. Ostatnie kolorowe liście w parku. Rano wita nas szron, wieczór zaczyna się już po 16. Powietrze pachnie zimą, chociaż przecież ciągle króluje jesień.
To już listopad! A ja jestem tu i teraz. Trzymam kubek ciepłej kawy i rozmyślam…

 

Bo w listopadzie…

 

Słucham – bardzo uważnie. Wszystkiego dookoła. Szelestu suchych liści pod kołami mojej miętowej strzały, klimatycznych kompilacji jazzowych i arabskiej melodii, do której ćwiczę choreografię.

 

Czuję – że jest mi bardzo zimno i że będzie coraz gorzej. (Bardzo) nie lubię zimy i temperatury niższej niż 10 stopni C. Jestem ciepłolubna i wolę +35 niż -10. Dlatego też nie wychodzę nigdzie bez czapki, szalika i włochatych rękawiczek.

 

Chciałabym – zatrzymać czas albo moc wydłużyć dobę. Jest tyle rzeczy do zrobienia, osób do odwiedzenia, książek do przeczytania, a czas leci jak oszalały.

 

Tęsknię – za długim weekendem, który spędziliśmy w Pradze. Był to mój trzeci wyjazd do stolicy Czech i pomimo tego, że znam to miasto w miarę dobrze, za każdym razem znajduję coś nowego. Zakochuję się na nowo i rozpoczynam naukę czeskiego.

 

Uczę się – silnej woli i motywacji. Po raz kolejny. Motywuję się… aby regularnie chodzić na siłownię, jeść zdrowo i z głową, nie ulegać pokusom, nie odkładać niczego na później. Jestem na bardzo dobrej drodze i wierzę, że tym razem nie przejdzie mi tak szybko.

 

Czytam – dwie książki na raz. W domu “Zupowy Detoks”, a w pracy “Na oceanie nie ma ciszy”, która jest biografią Aleksandra Doby. Pana Aleksandra udało mi się poznać na ostatnich Targach Książki w Krakowie i mogę potwierdzić – jest on niezwykłym człowiek z ogromnymi nakładami pozytywnej energii. A książka o nim? Wciąga, motywuje i daje świetny przykład, że życie nie kończy się po Xdziestce i że młodość jest w głowie.

 

Oglądam – a raczej przeglądam, komiksy, które mam przyjemność tłumaczyć. I wspominam czasy podstawówki, kiedy to zaczytywałam się w Kaczorze Donaldzie i Myszce Miki. A teraz co? Tłumaczę je na polski. Gdyby mi ktoś to wtedy przepowiedział, to popukałabym mu w czoło. A tu taka niespodzianka.

 

Planuję – nauczyć się robić na drutach. Co zimę obiecuję sobie, że w tym roku, to uda mi się zrobić chociaż szalik na drutach. I tak zima mija, a ja dalej mam to w planach. Dlatego mam nadzieję, że w tym roku nie będzie to moja kolejna zachcianka.

 

Cieszę się – tym początkiem listopada, który okazał się być niesamowity. Najpierw Praga, później Targi LNE, które jak zwykle dały mi ogromną dawkę pozytywnej energii, 11 Listopada świętowany po polsku. Aż nie mogę się doczekać co przyniesie końcówka tego miesiąca.

 

Czekam na – grudzień, święta i wyjazd na Sycylię. Nie mogę się doczekać smakowania moich ulubionych sycylijskich pyszności, spotkań z rodziną i znajomymi oraz odwiedzenia mojego dawnego mieszkania. Odliczanie czas zacząć.

 

Co słychać u Was w listopadzie? Jak się macie? Co robicie? Podzielcie się Waszymi listopadowymi tu i teraz 🙂