Tu i teraz. Jestem tu i żyję teraz. W tym miejscu, w tym momencie. Chciałoby się rzec “Carpe diem”.
“Tu i teraz” to comiesięczny cykl wpisów zapoczątkowany przez Kasię z worQshop. Powiem szczerze, że mnie do rozpoczęcia tego cyklu zainspirowała Kinga z Zaparzę Ci herbatę. Miałam zacząć we wrześniu, ale wiadomo jak z tym wolnym czasem nieraz bywa. Tak szybko umyka, że dobrze się nie obejrzałam, a tu już połowa października.

 

 

A w październiku…

Słucham – codziennie relacji na żywo z Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego. Nie każdy lubi muzykę klasyczną, ok. Ja jednak zaliczam się do osób, które wychowały się na klasyce. Tak więc codziennie w pracy zakładam słuchawki i już mnie nie ma. Udaję się w świat relaksu, marzeń i pięknych dźwięków. I tylko każdy kolejny mail, który przychodzi na moją skrzynkę przypomina mi o tym, gdzie jestem i co robię.

 

Czuję się – doceniona i zmotywowana. Mam tak za każdym razem, gdy oddam zlecone mi tłumaczenie i usłyszę słowa pochwały od zadowolonych ludzi współpracujących ze mną. Nie dość, że robię to, co lubię (czyli tłumaczę), to jeszcze dostaję za to komplementy, które są świetnym kopniakiem do działania. Oby było tego więcej i jak najczęściej.

 

Chciałabym – znowu gdzieś wyjechać. Potrzebuję długiego weekendu albo chociaż jednodniowego wyjazdu poza miasto. Już nie mogę się doczekać wyjazdu do Pragi, który mamy zaplanowany na koniec października. Póki co wspominam podróż na rodzinną wieś i przywiezione stamtąd skarby.

 

Tęsknię – za czasem beztroski. Tak po prostu. Za beztroskimi wakacjami u babci na wsi, za czasami bez problemów, bez rachunków, bez obowiązków. Czasem się zastanawiam, czy to już oznaka starości czy każdy tak ma.

 

Uczę się – nie narzekać, a co za tym idzie uczę się cierpliwości. Po powrocie ze Stanów zauważyłam, że bardzo przeszkadza mi narzekanie, krytykowanie i komentowanie u innych i staram się pracować nad sobą w tej kwestii. Co do cierpliwości – tak, cierpliwie czekam, aż nadejdzie kolejny słoneczny dzień. Bo ostatnimi czasy, to słońca w Krakowie jak na lekarstwo.

 

Czytam – dużo. A raczej staram się dużo czytać. Powoli kończę biografię Marii Skłodowskiej-Curie, a zaczynam “Inferno” Dana Browna. Na półce czekają już kolejne pozycje, niektóre kupione, niektóre pożyczone.

 

Oglądam – serię “Narcos” o Pablo Emilio Escobarze, największym dilerze kokainy w Kolumbii. Chociaż tak naprawdę “oglądam” to za dużo powiedziane. Często na niej zasypiam chociaż staram się kontrolować, bo seria jest bardzo wciągająca. Jak co miesiąc oglądam też nowości kinowe. “Ostatnia rodzina”, “Wołyń”, “Dziewczyna z pociągu”, “Inferno”, a w kolejce czekają już następne.

 

Zachwycam się – tym, że już październik, a dopiero był maj. Nie mogę się napatrzeć na kolorowe drzewa, spadające liście i żołędzie leżące w parku, a przecież przejeżdżam tamtędy codziennie. I nie mogę się sobie nadziwić, jak to się stało, że dopiero rok temu polubiłam jesień.

 

Planuję – to ostatnio słowo klucz mimo tego, że tak bardzo chciałabym być spontaniczna. Planuję wyjazd do Pragi, wolny czas, kursy, wyjścia na siłownię, naukę języków obcych. Planuję nawet menu tygodniowe. Planuję.

 

Jestem wdzięczna za – to co mam i za to co mogę. Mogę pozwolić sobie na wyjście do filharmonii na koncert, na kolację w dobrej restauracji czy na zrobienie zdjęć w plenerze (bo mam w końcu nowy i profesjonalny statyw). Jestem wdzięczna nawet za te żołędzie i wiewiórki w parku 🙂