Ostatni wieczór września spędzam w łóżku z miodowym rooibosem i książką. Mój ulubiony miesiąc w roku skończył się zbyt szybko. Tak, lubię wrzesień. Nawet bardzo. Kojarzy mi się z pełnym energii początkiem, z ogromną motywacją i zaangażowaniem. We wrześniu zawsze mi się chce, nawet wtedy, gdy za oknem szaro i buro. Zawsze mam chęć do działania, czuję, że mogę więcej i nie myślę o tym, czy jest sens.

Tegoroczny wrzesień był dla mnie niezwykle ważny i zapewne zapamiętam go na długo. Ostatnie dwudzieste urodziny, euforia po sierpniowym spełnianiu marzeń i niespodziewane podjęcie jednej z najważniejszych decyzji ostatnich lat. Mam nadzieję, że ten zapał, który miałam przez cały mijający miesiąc nie zniknie wraz z pierwszym dniem października.

 

 

A tymczasem we wrześniu…

Słucham – starych, polskich piosenek, a najczęściej towarzyszą mi “Kasztany”. Nucę je pod nosem podczas jazdy na rowerze, pisania postów na bloga i zbierania kasztanów i liści w pobliskim parku. Dzięki tak melancholijnym piosenkom czuję, że ta jesień będzie spokojna, ciepła i jedyna w swoim rodzaju.

 

 

Chciałabym – zatrzymać pozytywne nastawienie, chęć do działania i motywację. Chciałabym, żeby te ciepłe i słoneczne dni trwały jak najdłużej. A jeśli odejdą, chciałabym przyjąć deszczową pluchę z uśmiechem na ustach. Bez narzekania i kwaśnej miny.

 

 

Czytam – niezwykle wciągający dziennik z podróży “Rowerem do Indii”, dzięki któremu na moją podróżniczą listę trafił Iran. We wrześniu skończyłam również zbiór felietonów Mariusza Szczygła, czyli “Laska nebeska” i zaczęłam książkę Simony Kossak “O ziołach i zwierzętach”, dzięki której dowiaduję się naprawę wielu ciekawych rzeczy na temat roślin, o których nie miałam zielonego pojęcia.

 

 

Oglądam – nowości filmowe. We wrześniu moje życie osobiste i rodzinne wróciło o normy, dzięki czemu mogłam powrócić do mojej piątkowej tradycji, czyli premiery w kinie. Dzięki temu obejrzałam długo wyczekiwaną “Tulipanową gorączkę” (ogromne rozczarowanie), piękną historię o królowej Wiktorii i jej “Powierniku królowej” oraz najnowszy film Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze, czyli “Ptaki śpiewają w Kigali”. Po tym filmie muszę powiedzieć i przyznać się, że uwielbiam filmy małżeństwa Krauze. Są one tak piękne, symboliczne i artystyczne, że swoim niedopowiedzeniem potrafią powiedzieć wszystko.

 

 

Planuję –  nic konkretnego i zarazem wiele rzeczy naraz. Intensywnie planuję październik, a to dlatego, żebym nie miała czasu na jesienną chandrę. Rozpoczęłam też planowanie podróży do Dubaju. Czytam o tym co warto zobaczyć, zwiedzić, zjeść i (a może przede wszystkim) co można, a czego absolutnie nie wolno osobom z zachodu.

 

 

Uczę się – siebie. Uczę się rozpoznawać to, czego chcę i rozróżniać to, na czym mi zależy od tego, czego oczekują ode mnie inni. Wrzesień to miesiąc moich urodzin, z okazji których robię sobie, sama ze sobą, rozliczenie. Spisuję co już osiągnęłam, do czego dążę, czego chcę, a co jest mi zbędne, na co niepotrzebnie tracę czas, a na co powinnam przeznaczyć go więcej. We wrześniu podjęłam ważną zawodową decyzję, która wywali w najbliższych miesiącach moje życie do góry nogami. Kamień spadł mi z serca, a z drugiej strony zabiło ono mocniej. Zaryzykowałam, czy zrobiłam dobrze? Nie wiem, ale kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Czas pokaże, czy to była dobra decyzja, a ja sprawdzę się w kompletnie nowej roli. Dzięki takim momentom uczę się siebie jeszcze bardziej i czuję, że, cokolwiek by się nie stało, będę szczęśliwa i dumna z siebie samej.

 

 

Czuję się – dobrze. Tak po prostu. Mam wszystko to, czego potrzebuję, za niczym nie tęsknię. Czuję wewnętrzny spokój i cieszę się z każdego dnia. To chyba dobry znak.

 

 

Czekam na – tak naprawdę nie czekam na nic konkretnego, chociaż nie mogę się doczekać mojego pierwszego, wielkiego sycylijskiego wesela. W sensie nie mojego, ja tam będę tylko gościem, ale i tak nie mogę się go doczekać. Tona pysznego jedzenia, dobre wino i kilkugodzinna posiadówka z rodziną przy stole. Czy można chcieć czegoś więcej? W dodatku zobaczę dawno nie widzianych znajomych i przejdę się po mojej ukochanej Katanii. Tak, z utęsknieniem czekam na tę chwilę.

 

 

Pracuję nad – nowymi wyzwaniami, które przede mną. Zbieram potrzebne informacje, wymyślam co mogłabym jeszcze zrobić i szukam dodatkowych kursów, które rozwiną moje zdobyte do tej pory umiejętności. Samorozwój to jedna z tych rzeczy, które dają mi naprawdę wiele satysfakcji.

 

 

Jestem wdzięczna – za to, że odważyłam się postawić wszystko na jedną kartę i podjąć decyzję, z którą oswajałam się przez ostatnie miesiące. A jeszcze bardziej jestem wdzięczna za to, że bliskie mi osoby (Kot, rodzina, przyjaciółki i bliscy znajomi) utwierdziły mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam. Nie popukały mi palcem w czoło, tylko zaczęły mnie dopingować i trzymać za mnie kciuki. W takim momencie jak ten teraz, to dla mnie naprawdę ważne. Dziękuję!

 

 

Taki był mój wrzesień. Zapamiętam go na długo. Dużo się działo, było intensywnie i relaksująco, czyli tak jak lubię. A jaki był Twój wrzesień? Daj znać w komentarzu! Będzie mi miło poczytać jak minął Ci ten miesiąc. 

Kinga Gajewska
Follow me

Kinga Gajewska

Spodobał Ci się ten post?
- Udostępnij komentarz na Facebooku (będę zaszczycona)
- Polub mój funpage (będę wiedzieć czy to moje bazgrolenie ma sens)
- Zostaw komentarz. Może chcesz coś dodać, czymś się podzielić, coś poprawić. Chętnie się o tym dowiem.
Kinga Gajewska
Follow me