Vulcano to trzecia co do wielkości wyspa archipelagu Wysp Liparyjskich. Liczy ona 21 km² powierzchni, a zamieszkuje ją około 700 stałych mieszkańców, którzy potocznie nazywani są vulcanari.

Vulcano brzmi tajemniczo i wyspa rzeczywiście trochę taka jest. Już sama historia jej nazwy jest ciekawa. W starożytności wyspa ta była nazywana Therasia, a następnie zmieniono ją na Hiera. Starożytni Grecy wierzyli bowiem, że to tu swoją siedzibę ma bóg ognia, Hefajstos. Z kolei Rzymianie zaczęli używać nazwy Vulcano, od rzymskiego boga ognia Wulcana. I tak zostało po dziś dzień.

 

 

Nasz tygodniowy pobyt na Vulcano był totalnym przypadkiem i okazał się fantastycznym czasem spędzonym z dala od wielkomiejskiego zgiełku i Internetu. Cisza, spokój, piękna natura, urocze zakątki, sympatyczni mieszkańcy, możliwość zwiedzenia wyspy na rowerze oraz aktywny wulkan – to wystarczyło, aby stracić głowę dla Vulcano.

Jedni powiedzą, że nic tam nie ma, inni mi przytakną. Na obronę mojego zdania powiem tylko tyle – żeby poznać jakieś miejsce nie można zwiedzić go podczas jednodniowej wycieczki z zorganizowaną grupą. Trzeba poznawać je powoli, gubiąc się w uliczkach, zaglądając w nieuczęszczane przez turystów miejsca, podglądając jak żyją lokalni mieszkańcy. Nie inaczej jest z Vulcano.

 

 

Wraz z postawieniem stopy na wyspie nozdrza zostają uderzone nieprzyjemnym zapach siarki. Nie martwcie się, po tygodniu da się do tego przyzwyczaić. A poza tym, bywają bardziej przykre w zapachu błota siarkowe.
To, co czujecie to popularne tutaj źródła siarkowodorowe (Fanghi termali). Są one dosyć oblegane i wydawać by się mogło, że ludzi nie odstrasza wszechobecny zapach siarki.

Skorzystanie z kąpieli kosztuje 3€ (plus 1€ za prysznic) i zaleca się, aby trwała ona max. 25 minut. Siarka ma świetne działanie przeciwzapalne i fantastycznie uelastycznia skórę. Warto jednak pamiętać, że osoby z otwartymi ranami, chorobami serca i suchą skórą nie powinny korzystać z wizyty w źródłach.
Po “wymoczeniu się” zalecany jest prysznic i faktycznie lepiej nie żałować na niego tego 1€. Skóra i ubrania, które miały kontakt z siarką utrzymują swój nieprzyjemny zapach nawet do tygodnia czasu, dlatego najlepiej wziąć kąpiel w źródłach siarkowych na początku wyjazdu, a rzeczy od razu przeprać. Do czasu powrotu do domu nieprzyjemny zapach powinien się ulotnić.

Z kąpieli w błocie siarkowym skorzystałam pierwszego dnia i dobrze zrobiłam, bo zapach siarki prześladował mnie (w mniejszym lub większym stopniu) przez cały wyjazd. Gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądać, to nie wiem czy bym się na to zdecydowała. Wejście do śmierdzącego źródła i zanurzenie się w nim chociażby na chwilę to nie lada wyczyn. Tym bardziej w pełnym słońcu i z dymiącymi fumarolami dookoła.

 

 

Życie mieszkańców w większości toczy się przy Porto Levante. To tu przybijają do brzegu kolejne łódki, to tu co rano można kupić świeżą rybę, to tu w barze Faraglione vulcanari przeplatają się z turystami. Piją kawę, debatują i gwizdają na bezpańskie psy, które pewnie gdzieś mają swojego właściciela.

 

 

Z Porto Levante można wejść w główny deptak via Anna Magnani. To tu znajdują się liczne sklepy z pamiątkami, sklepiki z wyrobami lokalnymi, bary, restauracje oraz punkty, w których można wykupić zorganizowane wycieczki wokół wyspy. My zdecydowaliśmy się na wynajęcie rowerów na tydzień i tak poznawaliśmy teren.

 

 

Skoro Vulcano, to i wulkan. Wejście na aktywny wulkan Vulcano della Fossa, liczący 386 m n.p.m., zajmuje około godziny i jest warte zachodu. Zbocze, miejscami strome, odkrywa przed nami swoją naturę. Czarny żwir wulkaniczny co jakiś czas ustępuje miejsca pęknięciom, w których z pewnością płynęła kiedyś lawa. Bujna i kolorowa roślinność towarzyszy nam do momentu, w którym naszym oczom ukazuje się prawdziwie księżycowy krajobraz. Widok ze szczytu zapiera dech w piersiach. Przed nami panorama Wysp Eolskich z górującym Lipari i majaczącą Panaerą i Stromboli, za nami Gran Cratere, czyli krater wulkanu z czynnymi fumarolami, z których wydobywają się chmury dymu siarkowego. Szczerze? To był chyba jeden z lepszych widoków jakie w życiu widziałam. Coś pięknego!
Gran Cratere można obejść dookoła i zejść do samego krateru, należy jednak uważać na czynne fumarole.

 

Wejście na szczyt wulkanu i zejście z niego nie należą do najcięższych. Mimo wszystko warto założyć wygodne buty, wziąć ze sobą wodę i nakrycie głowy oraz pamiętać, że wejście w pełnym słońcu do przyjemnych nie należy.

 

 

Schodząc z wulkanu można skierować się drogą SP178 do portu lub wybrać uliczkę via degli Eucaliptus i dotrzeć nią do Porto di Ponente, z którego roztacza się jeden z piękniejszych widoków na Vulcano. Czyste, lazurowe morskie wody, samotnie stojąca skała wulkaniczna Scoglio delle Sirene, na przeciw Lipari, w oddali Salina. Do tego ciepłe promienie słońca tańczące na skórze z lekką morską bryzą i kuszący zapach owoców morza.

Północny cypel wyspy to mniejszy wulkan Vulcanello (123m). Jedyną atrakcją turystyczną, którą można tu znaleźć jest Valle dei Mostri. Aby tu dotrzeć trzeba mieć trochę samozaparcia. Stroma droga pod górę, liczne zakręty i czarny piasek na końcu trasy wiodą do doliny znajdującej się tuż przy północnym skraju wyspy, na którym znajdują się skały wulkaniczne kształtem przypominające bardziej zwierzęta niż potwory. Valle dei Mostri trochę rozczarowuje, ale i tak uważam, że warto tu przyjechać. To właśnie stąd rozpościera się najpiękniejszy widok na Lipari, Panareę i Stromboli. Do tego cisza, dzika natura, morze i zachodzące słońce.

Po obu stronach przesmyku między Vulcano a Vulcanello znajdują się czarne plaże. Obydwie idealne na kąpiele słoneczne. Jednak to ta po lewej stronie cieszy się większą popularnością. A to ze względu na nieziemskie zachody słońca jakie można tu oglądać. Czegoś takiego nie zobaczy się nigdzie indziej. Warto rozsiąść się wygodnie w barze Baia Negra, zamówić Aperol Spritz i czekać na wieczorny spektakl. A wygląda on na przykład tak.


Po południowej stronie wyspy znajduje się miejscowość Vulcano Piano i Vulcano Gelso. To tutaj można podziwiać czarną plażę di Asino, Molo di Gelso czy starą latarnię.

 

 

Czy warto wybrać Vulcano jako swoją bazę wypadową? Zdecydowanie! Vulcano to taka wyspa-drugi dom. Czułam się tu bezpiecznie, przytulnie… jak w domu. Piękna natura, dużo zieleni i spokój pozwalają na odpoczynek i odcięcie się od życia w ciągłym pędzie. Z drugiej strony, jeśli chcemy wyjść do ludzi i poobserwować leniwie toczące się życie wystarczy pojechać do Porto Levante lub na Piazza Faraglione.
Na Lipari czuć, że to duża wyspa. Na Stomboli widać, że poza wulkanem nic więcej tu nie ma, a życie lokalnych mieszkańców toczy się bardzo leniwie. Vulcano jest pomiędzy. Jest idealne!

 

 

Gdzie zjeść?

Jak wiecie, albo zdążyliście zauważyć, jedzenie to jedna z moich ulubionych czynności (przynajmniej na wakacjach). Nie potrafię i nie chcę odmawiać sobie smakowania lokalnej kuchni.
Śmiało mogę powiedzieć, że na Vulcano mam już swoje ulubione miejsca. Oto one:

Bar Faraglione (Porto Levante) – miejsce idealne na śniadanie. Oferuje pyszne rogaliki z ricottą, granitę migdałową (granita di mandorle con brioche), cipollinę i dobrą kawę. Do tego naprawdę niskie ceny (za dwa cornetti, cipollinę, kawę oraz butelkę wody zapłaciliśmy 7€), piękny widok na port i darmowe WiFi.

Ritrovo Remigio (Porto Levante) – kolejne miejsce idealne na śniadanie. Fantastyczne lody i niebo w gębie w postaci brioche con gelato (3€).

 

Ficodindia Pane Cunzato e Sapori Eoliani (via Anna Magnani) – otwarte w godzinach obiadowych i wieczornych. Proponuje typowe smaki z Wysp Eolskich oraz pane cunzato.

Ristorante Vincenzino – chyba najlepsza restauracja na wyspie, bo polecana jest dosłownie przez każdego. Pierwszą i ostatnią kolację zjedliśmy właśnie tutaj i wiem, że jeśli kiedykolwiek wrócę na Vulcano, to na pewno zajrzę do Vincenzino. Sympatyczna, grzeczna i szybka obsługa, cenowo trochę drogo, ale za to jeśli o smak chodzi to niebo w gębie. Świeże ryby i owoce morza, wspaniały makaron z pesto z kopru włoskiego i dobre wino. A na koniec, jako poczęstunek, kieliszeczek wina Malvasia. Z czystym sercem mogę polecić coctail di gamberi, fritto misto, calamari ripieni oraz mix grillowanych ryb.

 

La Piazzetta (Piazza Faraglione) – najlepsze cannoli na całym Vulcano!!!

 

Panificio La Ciambella D’Oro (via Lentia 2) – mała, domowa piekarnia, z której już przy wejściu ulatnia się czarujący zapach. Chleb, focaccia, tavola calda, pane cunzato oraz lokalne wyroby cukiernicze. To właśnie tu zaopatrywaliśmy się w świeży chleb, focaccie oraz pane cunzato.

 

– skręcając za Panificio La Ciambella D’Oro w pierwszą ulicę w lewo można znaleźć kolejną małą piekarnię, która również oferuje bardzo dobre wypieki.

Winiarnia Mimmo Paone e figli (Contrada Porto Levante) – idealne miejsce na wieczorną degustację wina. W ofercie można znaleźć oryginalne wino Malvasia, nowe Malvasia Secca (białe wytrawne), sycylijskie Nero d’Avola i tysiące innych sprzedawanych na kieliszki i butelki.

 

Praktyczne informacje:
– Nocleg: z czystym sercem mogę polecić Jerà Resort&Residence, usytuowany w zaciszu Vulcanello.
– Kasa biletowa przewoźnika LibertyLines – Porto Levante, tuż obok Hotelu Faraglione
– Kasa biletowa przewoźnika Siremar – Porto Levante
– Supermarket Conad – Via Favaloro, czynny do 21:30
– Apteka – Via Favaloro
– Wypożyczalnia rowerów, skuterów, samochodów, z której korzystaliśmy to Noleggio Rent Da Paolo przy Via Porto Levante. Wypożyczenie dwóch rowerów na 5 dni to koszt rzędu 30€.

 

I jak podoba Wam się Vulcano? Przypadło Wam do gustu? A może byliście już na tej wyspie i macie całkiem inne odczucia? Podzielcie się Waszymi przemyśleniami w komentarzach. Będzie mi miło je czytać. 

Kinga Gajewska
Follow me

Kinga Gajewska

Spodobał Ci się ten post?
- Udostępnij komentarz na Facebooku (będę zaszczycona)
- Polub mój funpage (będę wiedzieć czy to moje bazgrolenie ma sens)
- Zostaw komentarz. Może chcesz coś dodać, czymś się podzielić, coś poprawić. Chętnie się o tym dowiem.
Kinga Gajewska
Follow me