Trochę czasu nam zajęło zanim zdecydowaliśmy gdzie spędzimy długi majowy weekend. Braliśmy pod uwagę i Berlin, i Pragę, i inne nie bardzo odległe miasta, w których nas jeszcze nie było. I tak któregoś pięknego dnia Kot powiadomił mnie, że kupił bilety lotnicze do Gdańska i że zarezerwował mały apartament w centrum. Cóż mogłam powiedzieć? No nareszcie!!! Wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy nad polskie morze.

Osobiście, mnie samej, zajęło trochę czasu zanim odwiedziłam Trójmiasto. Wstyd się przyznać, ale… był to mój pierwszy raz. Tak, wstyd mi i biję się w piersi wyznając „mea culpa”. Ale może to i lepiej, że zwlekałam z tym tyle czasu. Gdańsk oczarował mnie od pierwszego ujrzenia. Zakochałam się na zabój. Przez chwilę było mi nawet głupio, że podoba mi się tak bardzo jak Kraków. Ale po dwóch dniach ochłonęłam i postanowiliśmy z Kotem, że to nie ostatni raz na Pomorzu (w tym roku).

neptun

 

Jako że razem z Kotem nie jesteśmy zmotoryzowani, zdecydowaliśmy się na podróż samolotem. Ultra szybko (lot trwał 55 minut) i w miarę tanio, bo za bilety zapłaciliśmy jakieś 400 zł za osobę dorosłą z Kotem, w obydwie strony. Dlaczego nie pendolino? Ponieważ bilety kosztowały prawie tyle samo (pociąg był tańczy tylko o jakieś 30 zł), a komfort i szybkość podróży są zupełnie inne.

 

Zwiedzanie zaczęliśmy w sobotę rano od Targu Węglowego i od przepięknego, renesansowego budynku Wielkiej Zbrojowni. Nie będę pisać, że jego widok zapiera dech w piersiach, bo ja na każdym kroku miałam rozdziawioną buzię z oniemienia (i tylko Kot co jakiś czas zwracał mi uwagę „Zamknij buzię”). Następnie warto skierować się na ulicę Długą (reprezentacyjną  ulicę miasta) i przejść się od Bramy Wyżynnej, przez Złotą do Bramy Zielonej (tak, ona też zapiera dech), napawając się pięknem kolorowych kamieniczek i podziwiając Neptuna na Długim Targu.

005

067

buynki

 

To, co mnie zaskoczyło podczas przygotowań do wyjazdu to to, że Stare Miasto w Gdańsku nazywane jest Głównym Miastem. Wiedzieliście o tym? Ciekawa sprawa. W Warszawie jest Starówka, w Krakowie – Stare Miasto, a w Gdańsku – Główne Miasto. Aż chciałoby się rzec „Co kraj, to obyczaj”.

086

097

101

panienka z okienka

Oczywiście kolejnymi obowiązkowymi punktami w naszym planie był Żuraw (w którym totalnie się zakochałam); piękny, surowy i monumentalny kościół Mariacki (niestety, nie udało nam się wejść na wieżę… będzie na następny raz); urocza ulica Mariacka, gdzie czujemy się trochę jak w Średniowieczu, a przejeżdżający przez nią autobus jest czymś irrealnym, oraz równie klimatyczna ulica Piwna. Udało nam się zobaczyć również Panienkę z Okienka, o której możecie poczytać tutaj.

Kto mnie zna ten wie, że nie ma ze mną wyjazdu bez konkretnego zwiedzania muzeów. Zazwyczaj, jadąc gdzieś, dostaję wariactwa do głowy i lista rzeczy do zobaczenia jest pełna muzeów. Tym razem postawiłam na relaks i lekkie odpuszczenie sobie. Wybrałam tylko dwa muzea, które zobaczyliśmy.
Pierwsze to Muzeum Historyczne Miasta Gdańska, znajdujące się w Ratuszu (bilet wstępu 12 zł, reszta informacji tutaj). W środku zobaczycie m. in. zdjęcia zniszczeń jakich doświadczyło miasto podczas II Wojny Światowej, kolekcję srebrnej zastawy wyprodukowanej  w Gdańsku oraz przepiękną Salę Czerwoną (tutaj to dopiero było „wow” i rozdziawienie paszczy). Udało nam się trafić również na bardzo interesującą wystawę fotograficzną.
Kolejne na liście było Muzeum Bursztynu, które ma swoją siedzibę w Wieży Więziennej. Jestem ogromną fanką bursztynu i tego, jakie „obrazki” możemy w nim znaleźć, dlatego też to muzeum było dla mnie totalnym „must see”. Czy warto? Jeśli Wasze wizyty w muzeach nie ograniczają się tylko do oglądania eksponatów, ale czytacie również informacje zawarte na tablicach opisujących dane sale to warto. Można się dowiedzieć naprawdę wielu ciekawych rzeczy i zobaczyć piękne i niepowtarzalne okazy. Oprócz bursztynów znajdziemy tutaj historię Wieży Więziennej i Katowni.

022

213

W niedzielę wybraliśmy się do Gdyni na spacer po Skwerze Kościuszki i po porcie. Och, ten zapach morza. Wdychaliśmy go z utęsknieniem. Chcieliśmy zobaczyć Oceanarium, ale wystarczył nam widok kolejki, która ciągnęła się do niego.

167

Po Gdyni przyszła kolej na Sopot. Może to przez tłumy turystów, które dosłownie przelewały się na Monciaku, ale czułam się trochę jak na zakopiańskich Krupówkach. Pełno reklam, restauracji i kawiarni. Tłumy turystów fotografujące „Krzywy Domek”.

169

Spacer po Molo i Marinie to punkt obowiązkowy programu. Trochę odstraszyła nas kolejka po bilety. Warto sprawdzić, czy ciągnie się ona tylko do pierwszej kasy czy też do pozostałych. W naszym przypadku okazało się, że kolejka do pierwszej kasy była koszmarna, podczas gdy do pozostałych prawie nie było ludzi.

181

193

 

Nie obyło się też bez spaceru po plaży. Och, Kraków byłby takim idealnym miastem, gdyby miał dostęp do morza. Tak, wiem, nie można mieć wszystkiego.

20160501_165045

Ostatnią atrakcją, którą mogę Wam polecić to rejs galeonen z Gdańska na Westerplatte. Na ogół jestem sceptyczna wobec takich rewelacji, bo uważam je za niepotrzebnie wydane pieniądze. Ale tutaj zrobiłam wyjątek. Nie żałuję. Rejs statkiem „Czarna Perła” trwa około 35 minut na Westerplatte i jakieś 45 minut z powrotem. Po drodze zobaczymy Stocznię Gdańską oraz usłyszymy jej historię. Na pokładzie jest przewodnik, który opowiada o tym co widzimy (również w wersji angielskiej i niemieckiej). 90 minut rejsu kosztuje 40 zł. W sezonie warto zarezerwować miejsce już dzień wcześniej. Mamy wtedy pewność, że na pewno popłyniemy o wybranej godzinie.
225

242

 

Weekend w Trójmieście minął zdecydowanie za szybko. Mnie się podobało, Kotu się podobało, jest więc szansa na szybki powrót.

 

To tyle jeśli chodzi o weekendowe zwiedzanie Trójmiasta. Mam nadzieję, że artykuł był dla Was przydatny. Jeśli macie jakieś miejsca godne polecenia, podzielcie się nimi w komentarzach.